czwartek, 31 lipca 2008

biegam

biegam. wydłużam dystans. biegam pod pomnik. ok. godzina i piętnaście-dwadzieścia minut, z wszystkimi slalomami, jakie wykonuje po drodze. do maratonu jednak nie zdążę się przygotować. mam za mało czasu na bieganie w ciągu tygodnia, na wspinanie zresztą też :(.
poniżej chciałam się podzielić widokami z mojego biegu. to również dzięki nim i muzyce[!!] bieg jest dla mnie ogromną przyjemnością, w której udział biorą wszystkie zmysły.

niedziela, 27 lipca 2008

linki

w panelu bocznym przybywa mi linków. ostatnio przeze mnie dodane to:
sekcja KRAKÓW:
instytut kosmetyczny: fajne babki go prowadzą. pozbawiają człowieka złudzeń, że będzie piękny już teraz, zaraz i bez bólu. bardzo lubię te panie. wpadam tam od czasu do czasu :)
linki z podróży:
COUCHSURFING: dla tych, co chcieliby przemierzać świat za możliwie małe pieniądze. tutaj można znaleźć nocleg prywatny w różnych miejscach na świecie. para polaków, którą poznałam w puszkarze podróżowała częściowo w ten sposób.
FLIGHTS - strona rekomendowana przez piotra, który znajduje tu bardzo tanie połączenia lotnicze, różne okazje nawet na tydzień przed wylotem.
kraków: PIOTR: to strona mojego ostatniego gościa. tam zdjęcia, linki i mapy.
inne blogi-inne tematy:
EWA: dziewczyna, którą znam tylko internetowo. znalazłam jej blog, na stronach globtrotera, kiedy szukałam wiadomości na temat azji, w zupełnej nieświadomości jak skomplikowany i różnorodny jest to kontynent. ewa mieszka na taiwanie. pochodzi z krakowa. jest chyba bardzo fajną osobą :) w każdym razie na jej stronie jest trochę dobrych zdjęć.
video: SEBASTIEN: strona z filmami sebastiana. sebastian jest francuzem. poznałam go będąc na stypendium w kopenhadze. przyjechał do danii z powodu kobiety, z którą się rozstał po paru dosłownie miesiącach. w międzyczasie załatwił sobie jednak pracę w studiu filmów animowanych i francuskim przedszkolu. z tego czasu pochodzi film ludmilla. jest coś intrygującego w tym filmie. sebastian odwiedzał mnie parę razy w polsce. zawsze mieliśmy fajny czas. szczególnie polecam jego filmy o cyganach; autentyczność i prosta radość.

piątek, 25 lipca 2008

piotr

goszczę teraz w domu piotra. jest to znajomy andrzeja z moskwy, którego poznałam w varanasi.
piotr spotkał się z andrzejem w tybecie. podróżowali jakiś czas razem.
piotr pochodzi z okolic grudziądza, od wczesnej młodości mieszka w bawarii. ma 25lat.
jego ostatnia podróż trwała 16miesiecy, podczas których przemierzał azję południowo-wschodnią, głównie autostopem. koszt tej wyprawy to około 5tys. euro. [chcieć to móc !!! - tylko czego tu chcieć :]
piotr, podobnie jak ja był w indiach i nepalu, choć w jego przypadku te kraje to zaledwie mała cząstka całej wyprawy. mamy jednak wspólne tematy, jakieś wspomnienia z miejsc i ludzi. zaczynam trochę tęsknić za indiami. słucham muzyki, która stamtąd przywiozłam, rozmawiam z piotrem o miejscach, których nie dane mi było zobaczyć. nabieram ochoty na tybet? a może jakieś dzikie góry?

więcej na temat podróży piotra na jego stronie [niemiecki/angielski]:
http://www.noxot.de/

poniedziałek, 14 lipca 2008

moj pierwszy wspin

tak przynajmniej to czuję. buldery w hampi się nie liczą, kurs skałkowy, to tylko kurs, sekcja to sekcja, a sadystówka to sadystówka. uważam zatem, że w niedzielę zaliczyłam pierwsze wspiny, to bardzo ważne dla mnie wydarzenie i stąd zapewne poniższe przemyślenia.

byliśmy między innymi na łabajowej i wielkiej turni, tj. ja byłam raczej pod. na łabajowej nic nie zrobiłam, bo byłam zbyt zmęczona, a na wielkiej turni wszystko jest dla mnie po prostu za trudne. jednak zakochałam się w tym masywie od pierwszego wejrzenia. tak już mam. lubię wyzwania i niedostępności. jeszcze tam wrócę. zobaczymy jak będzie z ta miłością...

przy tego rodzaju zakochaniu sadystówka wydaje mi sie być starą, znającą swoją wartość prostytutką... może gejszą. zawsze gdzieś pod ręką, tłumy na nią walą, a ona cierpliwie to wszystko znosi, pozwala się łoić przy okazji łając ludzi po łapach. niektórym pokazuje bezboleśnie, ze ich miejsce jest na ziemi :). inni, nie mogąc dać sobie z nią rady wiercą jej dziury w brzuchu. poczciwa z niej dama. nie zachwyca już tak swym pięknem, bo trochę spowszedniała, ale każdy ją ceni za to, że jest.

na zdjęciach poniżej chłopcy łoją diagonalkę i będkowice mon amour. zdjęcia z komórki. mój aparat już od paru tygodni sie naprawia :(.


[może nie była to diagonalka, ale coś innego - nie znam sie jeszcze na tym... - 17-08-2008]

piątek, 11 lipca 2008

open'er 2008

ostatni weekend na openerze.
na festiwal dotarłam pod koniec pierwszego dnia. już po północy zalogowałam sie na polu. zdążyłam jeszcze na końcówkę koncertu roisin murphy [chyba był fajny dosyć...] i na jakiś większy fragment fujiya&miyagi - bardzo energetyczny. odpadło mi parę rzeczy, ale cóż... praca...

pierwszy raz byłam na tego typu festiwalu. nie bardzo wiedziałam jak to się je, nie bardzo tez znam te wszystkie kapele, więc drugiego dnia biegałam ze sceny na scenę chcąc zobaczyć jak najwięcej artystów...
szczególne wrażenie wywarł na mnie występ loco star... z klawiszowcem, który gra równiez w dick4dick... bardzo fajnie im to poszło, a gościa lubię także za odważny wizerunek sceniczny i śmieszne ubranka :)
ach, no i jeszcze jay-z. facet robi niezły show- trzeba mu przyznać...

trzeciego dnia już spokojniej - koncert bajzla - super. imponują mi artyści, którzy są w stanie solo przebić sie do słuchaczy. myślę, ze jest to szczególnie trudne w warunkach plenerowych, w biały dzień. bajzel miał to szczęście, że grał zanim cokolwiek innego zaczęło się dziać. trzeba mu jednak przyznać, że ludzie go słuchali i nawet dość tłumnie.
[http://profile.myspace.com/index.cfm?fuseaction=user.viewprofile&friendID=150090841]
potem koncerty na world stage. lubię taka muzykę więc sie nieźle bawiłam; tańcząc, skacząc...
byłam jeszcze na koncercie massive attack - głównie przez sentyment. och, dużo wspomnień...

jeśli chodzi o słuchanie muzyki; jestem zdecydowaną fanką kameralnych scen, małych klubów, gdzie publika prawie siedzi na artyście, gdzie dystans jest naprawdę niewielki, wszystko odrobinę nieformalne. duże imprezy plenerowe też maja swój urok, oprócz muzyki są jeszcze spacery ze sceny na scenę, piwo na trawie i inne... czekam jednak z niecierpliwością, kiedy będę mogła posłuchać chociaż niektórych z openerowych artystów w jakimś krakowskim klubie.