Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieganie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieganie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 lutego 2014

bezsilność

nowe buty, pierwsze prawdziwe terenowe minimale - zero spadku!!!. puszysty śnieg, piękna pogoda. i tylko sił brak i motywacja w śniegu sie ukryła. poczekam aż śnieg stopnieje i mi ją odda :)

jest dużo artykułów na temat biegania, techniki, ćwiczeń. nie spotkałam się jednak z niczym na temat motywacji do biegania. co mam zrobić jeśli po 15 minutach nagle wymiękam i nie chce mi się biec dalej? jak wygenerować w sobie wolę walki? sama przyjdzie za czas jakiś?nie stoi nade mną złowrogi trener. jestem sama...
niestety nie mogę na razie jechać do lasu. zmiana trasy bywa odświeżająca. może zima skończy się niebawem.

sobota, 11 stycznia 2014

bieganie

po dłuższej przerwie może uda mi się wrócić do biegania i blogowania również.
dziś prawie 20km. czas nie jest ważny. to był spacero-bieg, powolne rozbieganie po zwichnięciu nogi. połowa po płaskim, miękkim stadionie, połowa po prostym terenie.
niestety suka została lekko ranna - podgryziona przez inna sukę, pęknięta też poduszka przedniej łapy. teraz śpi. odpoczywa. mam nadzieję, że nie jest obrażona :)
zdjęcia niezbyt dobre,bo z komórki i robione w biegu. z kopca kraka widziałam dziś góry; babia i trochę nawet tatry - lubię tak!

środa, 4 kwietnia 2012

prima aprilis

ciągle nie jestem pewna czy to nie był przypadkiem jakiś żart... 
mój trzeci bieg w życiu i pierwsze pudło. do tego jakieś punkty w klasyfikacji biegów górskich kobiet. to nic, że trzy minuty przede mną do mety przybiegła sześćdziesięciolatka pani alicja banasiak z bielska białej. to nic, że najstarszy zawodnik biegu - rocznik 49 - adam sikora [bielsko-biała również] był na mecie jakieś osiem minut przede mną... 
mój czas: 43:03. dystans został skrócony i jest mi nieznany. byłam dziewiąta wśród kobiet. za mną do mety przybiegło jeszcze czternaście  pań. przy czym ostatnia - na zdjęciu z numerem dziewięćdziesiąt dwa, trochę ode mnie młodsza :-).
oczywiście w biegu pomogło mi bardzo towarzystwo m. i suki. choć akurat suka to nie wiem czy bardziej przeszkadzała czy pomagała... były to jej pierwsze zawody i trochę pewnie nie wiedziała jak się zachować.


radość suki na mecie:

jakby ktoś miał ochotę zobaczyć pełne wyniki - są tutaj. a tu i tu zdjęcia. i jeszcze tutaj film. zdjęcie anity na pudle by maciek muszyński :-)

poniedziałek, 26 marca 2012

moje pierwsze

buty do biegania po prawie czterech latach wyglądają tak:
kiedy je kupowałam w sklepach były głównie białe buty do biegania. te jedne były szare. nie wiedziałam jeszcze wtedy czy będę biegać, więc buty, które wtedy kupowałam miały być tanie. trafiłam na jakąś przecenę i dobrze. 
nie mam pojęcie ile przebiegłam w nich kilometrów. pewnie dużo. amortyzację straciły już dawno, wiec chcąc nie chcąc biegałam w nich 'naturalnie'. w między czasie przerobiłam jeszcze dwie pary butów. pozostałe były z goretexem. szybko starły się z nich powłoki ochronne, potem się rozkleiły. w tej jednej parze przebiegłam znacznie więcej niż w pozostałych dwóch. chyba już nigdy nie kupię butów do biegania z membraną.
bardzo lubię tą starą parę...

środa, 14 marca 2012

czwartek, 1 grudnia 2011

ścieżka

mój ulubiony czas na bieganie zaczyna się późnym latem. poranny chłód, niskie słońce, ostre barwy...
świat o poranku wydaje się taki spokojny... jesień w tym roku sucha i długa. szkoda, że ten czas powoli się kończy. liście już spadły z drzew wszystkie. czas płynie...
krk

wtorek, 18 października 2011

kraj-obraz

kristiansand leży na samym południu norwegii. nad morzem. okoliczne górki mają do 200m wysokości. całkiem przyjemne podbiegi mogłam zaliczałam w lesie - i takie widoki :-)



 noway

w lesie, pomiędzy pagórkami - woda, refleksy - świat odbity - strumyki, jeziora - wodospady, mostki i kładki - żółte liście, żółta trawa... cudo! nie mogłam nasycić się takimi okolicznościami przyrody!



noway

bieganie

w każdą, dłuższą niż jeden dzień podróż zabieram buty do biegania i parę sportowych szmat. te rzeczy zajmują naprawdę mało miejsca w torbach. biegać można wszędzie, chociaż ja akurat nie lubię asfaltu i unikam go jak ognia. w norwegi lasy są podobno wszędzie. w pobliskim lesie ściezki naturalne lub żwirowe. 10km trasa biegowo-spacerowo-narciarska ma miękką nawierzchnię [nie jakiś korodujący asfalt czy kostka] i oświetlenie. tutaj ciemność przychodzi wcześniej niż w polsce.

na wakacjach mam czas na dłuższe wybiegania. mogę sobie pozwolic nawet na 2-3godziny. co też uczyniłam. biegałam nieśpiesznie, przy okazji robilam zdjęcia, bładziłam bez mapy po nieznanym terenie [na gps czasm nie można liczyć].
mapa mojego biegu- błądzenie krążenie, 27km
niebieska kropka na drzewie - oznaczenie szlaku
gdzieś tutaj jest moja scieżka
śliskoi błoto.
można biegać też na nartach
noway

środa, 28 września 2011

limanowa

na ostatnim zdjęciu moja mina po przebiegnięciu 21km z malutkim haczykiem. wesoło i po górkach. 
całkiem przyjemnie się biegło. piękna trasa, dobre towarzystwo. zupełnie bez spinki. do 17km biegłam razem z maćkiem, wesoło sobie przy tym gaworzyliśmy. potem nastąpiła zmyłka, myśleliśmy, że meta tuż-już i rozstaliśmy się. ostatnie 4km były dla mnie najtrudniejsze. przez zmyłkę i bliskość mety uszło ze mnie napięcie, kolano zaczęło boleć i mięśnie trochę też. może szkoda, bo właśnie wtedy wyprzedziły mnie dwie laski. cóż... może kiedyś, a może nie :-)
 24.09.2011 | pierwszy półmaraton forrest | bieg górski pasmem łososińskim | anita: 02:28:55

wtorek, 20 lipca 2010

trzy, dwa, jeden...

gdyby nie mirek z pawłem, nie wystartowałabym w tych zawodach. chłopcy się zapisali, zapisałam się i ja.
od ostatniego wtorku z lekkim przerażeniem przyglądałam się profilowi trasy. wcześniej zaliczyłam tylko jeden naprawdę górski trening [22km po gorcach]. moja krakowska trasa jest terenowa, ale raczej płaska :-/
niespełna tydzień przed zawodami mały wypadek: w czasie treningu mój pies z pełnym impetem uderzył w moje kolano - biedna ochyda, szukała ratunku przed polującym na nią amstafem... stłuczone kolano boli trochę do dziś, ale to u mnie swego rodzaju norma.

zawody:
upał niemiłosierny. chłopcy mówią pij, to piłam - tak piłam, że po chwili dopadła mnie kolka i przelotna myśl, że może dać sobie spokój. na szczęście kolkę nauczyłam się obezwładniać w czasie moich joggingów.

start:
bardzo szybko zostałam gdzieś w tyle. z kolką nie da się biec zbyt szybko :-). może nawet przez jakiś czas biegłam w ostatniej dziesiątce. cel był jeden: dotrzeć na metę... i... oddychać, głęboko, z przepony, żeby kolka poszła sobie precz. 
kolka poszła przy pierwszym wodopoju [po ok.4-5km] a ja zaczęłam wyprzedzać. i tak mi już zostało do mety. jeszcze gdzieś w połowie trasy zaczęło mnie boleć kolano [cały szlak na śnieżkę jest wybrukowany kostką granitową - beznadzieja dla kolan: twarde i nierówne podłoże - okropność]. 

rytm:
w czasie całego biegu myślałam tylko o jednym; nie dać się wybić z rytmu, cały czas biec, nawet zupełnie wolno. biec, nie przechodzić do marszu, bo szkoda na to energii. przyśpieszałam, gdy tylko miałam siłę, albo zobaczyłam jakieś plecy do wyprzedzenia, albo jakiś doping się zerwał... wszystko to w rytm oddechu, mojego oddechu.

satysfakcja:
jednak dałam się ponieść duchowi rywalizacji. dziewczyna - zwróciłam na nią uwagę jeszcze na starcie. ładna sylwetka, nieźle rozciągnięta. znikła mi z oczu zaraz na początku. dogoniłam ją gdzieś po 5km. przez chwilę biegłyśmy razem, wahadłowo, na jedynym na trasie zbiegu zostawiłam ją w tyle. na mecie podeszła do mnie i podała mi rękę. miłe. proste. pudło nie jest tu konieczne.

patrzę na powyższe zdjęcie ... przebranie w numer startowy ciągle jeszcze wydaje mi się być czymś nienaturalnym... może jakiś pomysł na kreację karnawałową? bal przebierańców??

wbiegłam na śnieżkę. w ten sposób zaliczyłam najwyższą górę republiki czeskiej.  biegać będę dalej,  mam nadzieję, że coraz szybciej :-)


tutaj śnieżka widziana z karpacza [już po zawodach]. stąd - tam właśnie biegliśmy :-), pozostałe zdjęcia z mety znajdują się tu i tu. wyniki open i w kategoriach. [zajęłam 106 miejsce z czasem 1:51:28]

środa, 12 maja 2010

kto dogoni psa?

po dłuższej [znowu!] przerwie wracam do biegania. [ciekawe na jak długo... :]
tym razem mam towarzysza. 

od kiedy ochyda jest w moim domu wiedziałam, że ten pies nie ma wyjścia. albo nauczy się biegać ze mną, albo będzie chodził jedynie na toaletowe spacery. nie mam niestety czasu by wybiegać psa i siebie oddzielnie. musimy to robić razem. toteż robimy. ja truchtam, ona czasem mnie ciągnie, czasem wyrywa się do jakiegoś innego psa lub zatrzymuje na siusiu. moje truchtanie to dla niej trochę szybszy marsz. w galopie jej raczej nie dogonię. ma piesek kondycję i siłę :-)

w celu biegania z pieskiem obwiązuję siebie liną-smyczą w pasie, w ten sposób mam nad nią kontrolę i wolne ręce. niestety, okoliczne łąki pełne są dużych psów spacerujących bez smyczy i kagańca z zupełnie nieprzytomnymi właścicielami. mój pies, zaczepia wszystkie inne. bieganie z nią na linie jest dla niej dość niebezpieczne, zwłaszcza, że jej najskuteczniejszą obroną jest szybka ucieczka...

ciągle nie mogę uwierzyć, że mam psa... jakie to dziwne...

niedziela, 24 stycznia 2010

...jeszcze gorsza

nie wiem jaka jest temperatura za oknem. minus pięćset ?? mam wrażenie, że z powodzeniem można wejść do lodówki by się trochę ogrzać...

od paru dni wisła zamarza. niewiele w niej pozostało miejsca dla ptaków.

wczoraj jeszcze biegałam. wydaje mi się, że było trochę cieplej. pod koniec trasy czułam jednak, że palce rąk mi sztywnieją, mimo poważnej ochrony wielu warstw rękawiczek. szczerze mówiąc po powrocie z hiszpanii długo nie mogłam wrócić do biegania. - nie wiedziałam w co się ubrać :). sądzę, że opracowałam już zestaw, który działa całkiem nieźle. pozostaje kupić jakieś super-rękawice - przydadzą się też na rower.

bardzo lubię biegać po białym śniegu... ostatnio jednak zaczęłam się zastanawiać po co ja to robię , akurat wtedy, gdy aż tak mrozi i wieje. - chyba każdy posiada zestaw swoich ulubionych tortur :) dziś poddałam się. kolano boli. na zimnie wszystkie kontuzje z człowieka wyłażą. trochę się tego nazbierało. masochizm ma swoje granice :P na szczęście nie tylko ja jestem wariatką. w czasie moich biegów w tym tygodniu zawsze spotkałam innych biegaczy :-)

tak wyglądała nasza rzeka dziś, wczesnym popołudniem:




niedziela, 26 kwietnia 2009

kolanowo

jakiś czas temu:
namawiałam koleżankę na bieganie; ona mi na to, że do biegania się nie nadaje, gdyż po kilku metrach łapie zadyszkę. czemu koleżanka nie łapie od razu za 5dych? 5dych to jest już coś. zabawne... jak koleżanka zacznie regularne treningi to zadyszka zniknie niezauważalnie i nie będzie już za co łapać. koleżanka będzie biedna, ale z kondycją.

dziś:
przeczytałam w gazecie o biegającym jacku fedorowiczu [70+]. bardzo budujące wieści.

w krakowie był sobie maraton.

start [i meta] w czymś takim to jedno z moich marzeń. zeszłego lata miałam nadzieję na warszawski, ale pogryzł mnie piesek. w styczniu odezwało się moje złamane w dzieciństwie kolano i nic z treningów.
od stycznia kolano boli mnie niemal nieprzerwanie. mimo to w ostatnim tygodniu spróbowałam pobiegać trochę znowu. jakieś 4km bólu. do wytrzymania, ale... najgorzej na drugi dzień. na szczęście mój zestaw ćwiczeń kolanowych działa trochę przeciwbólowo.
różne historie z moim kolanem towarzysza mi niemal całe życie. wypadek zdarzył się tak dawno temu, już nawet nie pamiętam, że miałam kiedyś zdrową nogę.

do biegania będę powoli i ostrożnie wracać. za bardzo to lubię, żeby tak łatwo odpuścić. mam nadzieje, że w lecie znów będę robić dziesięciokilometrowe trasy.


na zdjęciu wspomnienie z moich jesiennych biegów: ziemia pod stopami...

tutaj jest fajny blog o bieganiu. bardzo chciałabym znaleźć coś o biegach z awarią kolana :)
i jeszcze to.

czwartek, 14 sierpnia 2008

...was bitten by dog

to zdjęcia z ostatniej niedzieli w słonecznych... fajnie było. wspinanie, a wieczorem jeszcze godzinka biegania :)

a tak wyglądała moja ukąszona noga wczoraj. szczerze mówiąc do dziś byłam w szoku... człowiek biega, myśli o maratonie, a tu... atak, bez ostrzeżenia... uff. noga ciągle spuchnięta. ciągle boli. pies poszedł do weterynarza.