nie ma na to rady :-)... ale też idzie nowe. niedługo tam, gdzie teraz pył i gruz będą piękne ściany i podłogi... nie wiem dlaczego tak bardzo lubię kolor żółty. już od dawna. żółty, ale też: zielony - różne wersje i odcienie, różowy i magenta, pomarańczowy, indygo, śliwkowe brązy, fiolety i szary, szary: ciepły, betonowo-mysi... biały i czarny. kolory są niesamowite...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anita. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anita. Pokaż wszystkie posty
sobota, 29 września 2012
poniedziałek, 14 maja 2012
środa, 28 września 2011
limanowa
na ostatnim zdjęciu moja mina po przebiegnięciu 21km z malutkim haczykiem. wesoło i po górkach.
całkiem przyjemnie się biegło. piękna trasa, dobre towarzystwo. zupełnie bez spinki. do 17km biegłam razem z maćkiem, wesoło sobie przy tym gaworzyliśmy. potem nastąpiła zmyłka, myśleliśmy, że meta tuż-już i rozstaliśmy się. ostatnie 4km były dla mnie najtrudniejsze. przez zmyłkę i bliskość mety uszło ze mnie napięcie, kolano zaczęło boleć i mięśnie trochę też. może szkoda, bo właśnie wtedy wyprzedziły mnie dwie laski. cóż... może kiedyś, a może nie :-)
24.09.2011 | pierwszy półmaraton forrest | bieg górski pasmem łososińskim | anita: 02:28:55niedziela, 11 września 2011
wtorek, 3 maja 2011
piątek, 17 grudnia 2010
pan w pracy
pan fotograf [fotografik?] strzelał do mojego dzieła, a ja strzelałam do pana fotografa.
![]() |
| From okruchy |
efekty naszej pracy można zobaczyć tutaj, a tu przy okazji, wrzuciłam trochę [dość surowych] zdjęć z moich realizacji. album ten będzie przeze mnie modyfikowany i uzupełniany w miarę możliwości czasowych i powstawania nowych wnętrz. może kiedyś zrobię swoją stronę internetową, na razie to co jest musi wystarczyć.
sobota, 27 lutego 2010
logo
bardzo dobrze znajoma firma ;-)
została założona na początku lat dziewięćdziesiątych. przez pierwsze lata zajmowała się czym popadnie. potem powstała piekarnia [kto by to przewidział!!]... logo i nazwa są częścią tamtego czasu. w całej, nowej polsce rożnego rodzaju "pole" i "eksy" rodziły się jak grzyby po deszczu :-). nazwy i loga-zlepki. szalony był to czas.
od dawna pomagam im z różnymi małymi rzeczami graficznymi i innymi. od zawsze wkurzało mnie logo - niespójne i niepasujące do piekarni.
nareszcie coś z nim zrobiłam! - wymyśliłam czcionkę. powstała w oparciu o stary znak firmowy - literkę "h". myślę, że jest ładna i odpowiednia dla tego typu działalności. samo logo w jakiejś bardziej zwartej formie pozostaje do opracowania. pomysł dojrzewa :-)
niedziela, 21 lutego 2010
były sobie wakacje
to było bardzo już dawno temu. dziś dotarło do mnie to zdjęcie. autorem jest chyba ania. zdjęcie zrobione w margalef [11grudnia]. chyba najpiękniejszym miejscu jakie odwiedziliśmy w naszej podróży przez hiszpanię. magia w czystej postaci. szkoda tylko, że pogoda nas stamtąd tak szybko wygnała...
moje obrazki ciągle nie przeglądnięte. zjedzona przez pracę nie mam ostatnio czasu nawet na treningi. w moim przypadku to oznaka naprawdę kryzysowej sytuacji. sezon się zbliża i człowiek będzie chciał więcej i smutno będzie mu patrzyć jak inni się rozwinęli... nie chce mi się ciągle praktykować pokory :) na razie praktykuję ją kiedy wreszcie uda mi się dotrzeć na panel - może wystarczy??
pozostaje mieć nadzieję na piękny sezon i na to, że forma przyjdzie kiedyś tam wreszcie i na czas...
czwartek, 26 listopada 2009
wytrzymka
środa, 5 sierpnia 2009
urodziny\birthday
w sobotę miałam i był to bardzo smaczny dzień.
rano praca; ostatni etap budowy... robi się pięknie :)
po południu skały. tym razem na wzgórzu 502 [poniżej] nie było łajna na stanowiskach, ale drogi niezbyt mi się podobały... przynajmniej te, których próbowaliśmy [cebulowy okap]. pojechaliśmy do będkowskiej. sobotnie popołudnie świeciło tam pustkami: my i jeszcze jeden zespół, ale na innej formacji [sic!]. powoli próbuję dróg na łabajowej. "krakowskie kobiety" poszły od kopa. fajnie, bo to najwyższy mój os, jak dotąd :)
urodziny zakończyłam późną nocą. trochę łaziłam po mieście, trochę tańczyłam... wszystko, co tygrysy lubią najbardziej :)
zdjęcia poniżej zrobione zostały przez kamilę :- dzięki.
rano praca; ostatni etap budowy... robi się pięknie :)
po południu skały. tym razem na wzgórzu 502 [poniżej] nie było łajna na stanowiskach, ale drogi niezbyt mi się podobały... przynajmniej te, których próbowaliśmy [cebulowy okap]. pojechaliśmy do będkowskiej. sobotnie popołudnie świeciło tam pustkami: my i jeszcze jeden zespół, ale na innej formacji [sic!]. powoli próbuję dróg na łabajowej. "krakowskie kobiety" poszły od kopa. fajnie, bo to najwyższy mój os, jak dotąd :)
urodziny zakończyłam późną nocą. trochę łaziłam po mieście, trochę tańczyłam... wszystko, co tygrysy lubią najbardziej :)
zdjęcia poniżej zrobione zostały przez kamilę :- dzięki.
![]() |
![]() |
![]() |
czwartek, 23 lipca 2009
metamorfozy
zaczęłam od mojego pojazdu. automyjnia, papier ścierny, rozpuszczalnik, pędzel, farba nitro - kolor czarny-mat. rower nabrał wymiaru egzystencjalnego.
![]() |
![]() |
to był dopiero początek. po dwóch kółkach zabrałam się za pewną kulkę...
![]() |
włosy sprzedałam. moje są dość cienkie. nie było ich zbyt wiele. delikatnie ponad 100g = 30cm + zniszczone końcówki - chciałam coś zostawić dla siebie. ze sprzedaży włosów udało mi się pokryć koszty fryzjera - ok 70zł. to chyba nazywa się recycling :D.
.
sobota, 30 maja 2009
moja krew
wczoraj, po raz pierwszy w życiu oddałam krew.
próbowałam już w zeszłym roku, ale z grona potencjalnych dawców wykluczyła mnie podróż do indii [rejon malaryczny], ukąszenie przez psa i jeszcze parę rzeczy. każda z nich wyklucza na 6miesięcy. teraz już wszystko było ok i oddałam 450ml.
wiem o tylko jednej osobie wśród moich znajomych, która oddaje krew regularnie [przynajmniej robiła to, gdy mieszkała w polsce]. ja sama myślałam o tym już dawno, ale jakoś się nie składało [nieśmiałość+brak odwagi+milion innych wymówek].
próbowałam już w zeszłym roku, ale z grona potencjalnych dawców wykluczyła mnie podróż do indii [rejon malaryczny], ukąszenie przez psa i jeszcze parę rzeczy. każda z nich wyklucza na 6miesięcy. teraz już wszystko było ok i oddałam 450ml.
wiem o tylko jednej osobie wśród moich znajomych, która oddaje krew regularnie [przynajmniej robiła to, gdy mieszkała w polsce]. ja sama myślałam o tym już dawno, ale jakoś się nie składało [nieśmiałość+brak odwagi+milion innych wymówek].
uważam, że każdy zdrowy człowiek powinien się sobą w ten sposób podzielić. tym bardziej, że każdy jest potencjalnym biorcą. krwi innych ludzi mogę potrzebować ja, albo ktoś z moich bliskich. na razie chyba nie wynaleziono idealnych substytutów.
przed wycieczką do stacji przeszukałam internet. niestety, na stronie pck jest bardzo mało informacji [może ktoś je ukrył??]. stąd ten post.
poniżej parę rzeczy, które moim zdaniem dobrze jest wiedzieć przed oddaniem krwi:
>> wiek 18-60lat, masa ciała min. 45kg [18-65l;50kg -warto zadzwonić do stacji]>> 24h przed oddawaniem krwi nie wolno pić alkoholu. w tym czasie należy za to wypić ok. 1,5l innych płynów.
>> przed oddaniem krwi zjadłam lekkie śniadanie i wypiłam kawę - nie powinno się oddawać krwi na czczo.
>> do rejestracji w stacji krwiodawstwa jest potrzebny dowód osobisty [prawo jazdy, paszport]
>>przed właściwym pobraniem krwi, pobrano mi krew do wstępnego badania [z drugiej ręki]
>> należy wypełnić kwestionariusz krwiodawców [na zdjęciu]
"nie można oddawać krwi w ciągu 6 miesięcy po zabiegu operacyjnym, przetoczeniu krwi, wykonaniu tatuażu, przekłuciu różnych części ciała, akupunkturze, depilacji kosmetycznej, zabiegach diagnostycznych [np. gastroskopia], po pobycie w krajach afryki środkowej, zachodniej i tajlandii oraz na terenach endemicznego występowania malarii lub innych chorób tropikalnych, a także po pobycie w zakładzie karnym" [fragment ulotki]
"czasowo nie mogą oddawać krwi tez osoby które miały kontakt z zakaźnie chorym lub przebywały chorobę zakaźną, po szczepieniach ochronnych, w ciąży, w trakcie miesiączki i po leczeniu stomatologicznym"
w kwestionariuszu są pytania np. o gorączkę, zażywane leki, przebyte zabiegi...
>> badanie lekarskie: ciśnienie, osłuchanie, wywiad.
>> ze względu na niskie ciśnienie musiałam napić się trochę kawy z cukrem, wody
>> umycie miejsca kłucia specjalnym mydełkiem
>> pobieranie krwi
>> pobieranie "posiłku regeneracyjnego"
>> odpoczynek
przed wycieczką do stacji przeszukałam internet. niestety, na stronie pck jest bardzo mało informacji [może ktoś je ukrył??]. stąd ten post.
poniżej parę rzeczy, które moim zdaniem dobrze jest wiedzieć przed oddaniem krwi:
>> wiek 18-60lat, masa ciała min. 45kg [18-65l;50kg -warto zadzwonić do stacji]>> 24h przed oddawaniem krwi nie wolno pić alkoholu. w tym czasie należy za to wypić ok. 1,5l innych płynów.
>> przed oddaniem krwi zjadłam lekkie śniadanie i wypiłam kawę - nie powinno się oddawać krwi na czczo.
>> do rejestracji w stacji krwiodawstwa jest potrzebny dowód osobisty [prawo jazdy, paszport]
>>przed właściwym pobraniem krwi, pobrano mi krew do wstępnego badania [z drugiej ręki]
>> należy wypełnić kwestionariusz krwiodawców [na zdjęciu]
"nie można oddawać krwi w ciągu 6 miesięcy po zabiegu operacyjnym, przetoczeniu krwi, wykonaniu tatuażu, przekłuciu różnych części ciała, akupunkturze, depilacji kosmetycznej, zabiegach diagnostycznych [np. gastroskopia], po pobycie w krajach afryki środkowej, zachodniej i tajlandii oraz na terenach endemicznego występowania malarii lub innych chorób tropikalnych, a także po pobycie w zakładzie karnym" [fragment ulotki]
"czasowo nie mogą oddawać krwi tez osoby które miały kontakt z zakaźnie chorym lub przebywały chorobę zakaźną, po szczepieniach ochronnych, w ciąży, w trakcie miesiączki i po leczeniu stomatologicznym"
w kwestionariuszu są pytania np. o gorączkę, zażywane leki, przebyte zabiegi...
>> badanie lekarskie: ciśnienie, osłuchanie, wywiad.
>> ze względu na niskie ciśnienie musiałam napić się trochę kawy z cukrem, wody
>> umycie miejsca kłucia specjalnym mydełkiem
>> pobieranie krwi
>> pobieranie "posiłku regeneracyjnego"
>> odpoczynek
w tracie pobierania krwi delikatnie ściskam piłeczkę. oddałam 450ml w mniej niż 5minut. [nieźle mi szło!, dobrze, że nie szybciej]
![]() |
po wszystkim dostałam 8 czekolad [mleczne i gorzkie] soczek i szynkę mieloną oraz napiłam się kawy. zabieg i reprodukcja 0,45l krwi potrzebują ok. 4000 kcal. - czyżby sposób na odchudzanie ??
![]() |
chłopcy na zdjęciach poniżej oddają krew honorowo od 18 roku życia. każdy z nich oddał już co najmniej 6 litrów. opowiadali rożne ciekawe rzeczy; jeden urządził sobie z kolegą zawody: kto szybciej odda krew. udało im się zmieścić w czasie poniżej 2,5minuty w wyniku czego oboje zemdleli... nie polecam. :)
![]() |
![]() |
do stacji pojechałam tramwajem. oddawałam krew pierwszy raz i nie wiedziałam jaka będzie reakcja mojego organizmu. jakiś dziwny stres złapał mnie po oddaniu krwi do badania, wszystko przeszło jak już oddawałam krew właściwą.
nie lubię igieł. znalazłam na to sposób: zamknąć oczy i pomyśleć o czymś przyjemnym. oddychać głęboko i spokojnie. nie patrzyć na igły.
w stacji spędziłam ok 1,5 godziny. było dość dużo ludzi, ale podobno to w piątki normalne.
bezpośrednio po zabiegu czułam się świetnie. żałowałam nawet że nie przyjechałam na rowerze. gorzej było po południu. niezbyt poważnie potraktowałam słowa lekarki o kalorycznym posiłku. coś zjadłam, ale widocznie za mało. musiałam ratować się czekoladami [pusta lodówka w kawalerce] - zjadłam 3 i zemdliło mnie. miałam tak zwane plany miejskie na popołudnie, ale zabrakło mi na nie siły. zadzwoniłam po posiłki. :) pomogło. po odpowiednim jedzeniu i piciu poczułam się prawie normalnie.
po oddaniu takiej ilości krwi nie można uprawiać sportów... nie miałam siły na żaden większy wysiłek :).
myślę, że jeszcze kiedyś wybiorę się na podobną wycieczkę. trochę mi wstyd, że tak długo się z tym ociągałam.
w przyszłym tygodniu odbieram wyniki badań. może też będę mogła zapisać się do banku dawców szpiku.
przydatne linki:
pck | oddaj krew | tutaj są chyba wszystkie informacje o oddawaniu krwi | gazeta | forum krewniaków | adresy stacji | szpik o1| szpik o2 | warto przeczytać - MSWiA | moja krew 2
przed oddaniem krwi można zadzwonić do stacji krwiodawstwa. chętnie odpowiadają na pytania.
świadomość, że moja krew może przyczynić się do uratowania komuś życia - bezcenne :)
nie lubię igieł. znalazłam na to sposób: zamknąć oczy i pomyśleć o czymś przyjemnym. oddychać głęboko i spokojnie. nie patrzyć na igły.
w stacji spędziłam ok 1,5 godziny. było dość dużo ludzi, ale podobno to w piątki normalne.
bezpośrednio po zabiegu czułam się świetnie. żałowałam nawet że nie przyjechałam na rowerze. gorzej było po południu. niezbyt poważnie potraktowałam słowa lekarki o kalorycznym posiłku. coś zjadłam, ale widocznie za mało. musiałam ratować się czekoladami [pusta lodówka w kawalerce] - zjadłam 3 i zemdliło mnie. miałam tak zwane plany miejskie na popołudnie, ale zabrakło mi na nie siły. zadzwoniłam po posiłki. :) pomogło. po odpowiednim jedzeniu i piciu poczułam się prawie normalnie.
po oddaniu takiej ilości krwi nie można uprawiać sportów... nie miałam siły na żaden większy wysiłek :).
myślę, że jeszcze kiedyś wybiorę się na podobną wycieczkę. trochę mi wstyd, że tak długo się z tym ociągałam.
w przyszłym tygodniu odbieram wyniki badań. może też będę mogła zapisać się do banku dawców szpiku.
przydatne linki:
pck | oddaj krew | tutaj są chyba wszystkie informacje o oddawaniu krwi | gazeta | forum krewniaków | adresy stacji | szpik o1| szpik o2 | warto przeczytać - MSWiA | moja krew 2
przed oddaniem krwi można zadzwonić do stacji krwiodawstwa. chętnie odpowiadają na pytania.
świadomość, że moja krew może przyczynić się do uratowania komuś życia - bezcenne :)
poniedziałek, 25 maja 2009
takie sobie ciuchy
jakby ktoś interesował się tym co sobie czasem robię to tutaj są ciuchy, które kiedyś sobie wymyśliłam i uszyłam. teraz nie mam, niestety czasu na tego typu przyjemności. dwa pudełka materiałów czekają by przerobić je na różne sukienki i spodnie. maszyna też czeka, a ja w pracy pływam sobie. mam nadzieję, że wreszcie znajdę czas na takie sprawy. może uda się tego lata... a pomysłów w głowie, że ho, ho...
bardzo lubię tą koszulę. nie przepadam za guzikami, więc koszula jest wiązana w specjalny sposób. wiązanie to też element zaprojektowany.
spódnica zrobiona z całego kawałka materiału, jaki znalazłam w domu. obszyta ręcznie. jakieś 10-12m wstążki. z przodu jest kieszeń na dwie ręce. super wygląda w ruchu i na wietrze. spodnie pod spódnicą też uszyte przeze mnie. super proste, chyba pierwsze spodnie jakie w życiu uszyłam.
a wszystko to zaczęło się w kopenhadze, gdzie studiowałam z chłopakiem, który sam sobie szył spodnie. i to jakie!!
aha: zdjęcia te zrobił mi karol hordziej... wieki temu [co widać po moich włosach]
poniedziałek, 18 maja 2009
uzależnienie
po treningu.
jestem zmęczona i szczęśliwa. :)
w zeszłym tygodniu nie miałam czasu na wspinanie. - praca zjadła mnie zupełnie. lubię ją bardzo, ale... nie samym chlebem człowiek żyje. przepraszam wszystkich dla których byłam ostatnio niemiła - wyraźnie byłam na głodzie...
jutro, rzecz jasna, boleć mnie będzie całe ciało. każdy kawałek mięsa poczuje, że żyje.
ech, te narkotyki...
jestem zmęczona i szczęśliwa. :)
w zeszłym tygodniu nie miałam czasu na wspinanie. - praca zjadła mnie zupełnie. lubię ją bardzo, ale... nie samym chlebem człowiek żyje. przepraszam wszystkich dla których byłam ostatnio niemiła - wyraźnie byłam na głodzie...
jutro, rzecz jasna, boleć mnie będzie całe ciało. każdy kawałek mięsa poczuje, że żyje.
ech, te narkotyki...
![]() |
fota z majówki w austrii...
wtorek, 5 maja 2009
jestem
bardzo dużo czasu minęło od mojego ostatniego wyjazdu za miasto. zimą ogrom pracy i ból kolana nie zachęcały do śnieżnych aktywności... desperacko wręcz potrzebowałam oddechu. znalazłam go w takich oto okolicznościach przyrody:
![]() |
odpoczęłam: prawie 6dni bez telefonu [w dolinie nie było zasiegu!], komputera, wiadomości o kryzysie i poczynaniach naszych cudownych polityków [w pewnych miejscach tego typu rzeczy tracą znaczenie]. bez szumu ulicy za oknem. wśród śpiewu ptaków, w bardzo miłym towarzystwie gór i ludzi.
gdzieś kolo pierwszej w nocy wróciliśmy do krakowa. do czwartej udało mi się rozpakować i posprzątać mieszkanie po bardzo pracowitym czasie przedwyjazdowym. wzięłam pierwszy od paru dni gorący prysznic.
w tym tygodniu mam dużo pracy, nie wiem zatem kiedy uda mi się przeglądnąć wszystkie zdjęcia i przygotować jakiś bardziej obszerny wpis na temat mojej majówki. na razie jeszcze tylko ta fota:
w tym tygodniu mam dużo pracy, nie wiem zatem kiedy uda mi się przeglądnąć wszystkie zdjęcia i przygotować jakiś bardziej obszerny wpis na temat mojej majówki. na razie jeszcze tylko ta fota:
![]() |
na zdjęciach powyżej idę moją pierwszą w życiu drogą szóstkową. mało tam było łatwiejszych. byłam zmuszona do robienia życiówek :) .
skóra mych dłoni została do cna zdarta przez wapień. mięśnie bolą. jest cudownie.
tyle na razie. teraz zanurzam się w pracę. ciąg dalszy nastąpi.
skóra mych dłoni została do cna zdarta przez wapień. mięśnie bolą. jest cudownie.
tyle na razie. teraz zanurzam się w pracę. ciąg dalszy nastąpi.
niedziela, 5 kwietnia 2009
table story
przy okazji wizyty matthiasa wykopałam z moich archiwów jeden z naszych starych, szkolnych projektów. tematem był "stół jako miejsce spotkań". na etapie analizy postanowiliśmy pobawić się trochę stołem, który matthias znalazł w swoim duńskim domu. oto jak się bawiliśmy:
![]() |
![]() |
![]() |
o ile dobrze pamiętam w dani maszty flagowe służą do wieszania flagi narodowej. wieszanie na nich innych rzeczy jest tam chyba zabronione. jako nieświadomi obcokrajowcy[polka, norweg i niemiec] mogliśmy sobie pozwolić na takie ekscesy. nasz stół był czerwony, prawie jak duńska flaga, która ma biały krzyż na czerwonym tle.
pokazaliśmy te zdjęcia naszym profesorom, przy semestralnej prezentacji projektu. dość się nimi ubawili :)
komplet [21] zdjęć jest tutaj
sobota, 21 marca 2009
psiklatka
dziś pojechałam z wojtkiem posprzątać psiklatkę. mam jakiś dziwny sentyment do tego miejsca...
ludzie z klubu wysokogórskiego i naszych skał wycieli wcześniej większość chaszczy za pomocą pił spalinowych. naszym na dziś zadaniem było pozrzucać wszystko niżej i odgarnąć trochę ścieżki. było nas tylko dwoje więc niewiele zdziałaliśmy, jednak zawsze to coś.
ludzie z klubu wysokogórskiego i naszych skał wycieli wcześniej większość chaszczy za pomocą pił spalinowych. naszym na dziś zadaniem było pozrzucać wszystko niżej i odgarnąć trochę ścieżki. było nas tylko dwoje więc niewiele zdziałaliśmy, jednak zawsze to coś.
![]() |
wojtek pracował naprawdę dzielnie. pożyczył od właścicieli terenu różnego rodzaju narzędzia i działał. też się starałam, tj. robiłam co mogłam, ale jestem tylko słabą kobietą... :)
![]() |
po północnej stronie skał leży całkiem świeży śnieg, z góry zwisają sople. pokazują kierunek działania grawitacji :)
właściciele terenu okazali się być bardzo miłymi ludźmi. prowadzą gospodarstwo agroturystyczne. magda jest artystką. pisze ikony... ech :) . marek na zdjęciu poniżej. pies śruba w leasingu [też na zdjęciu]... kompletnie zwariowany, bardzo zabawny. towarzyszył nam prawie nieprzerwanie. dość byłam zaskoczona gościnnością gospodarzy, i nie potrafiłam opanować mojej nagłej sztywności... zdarza się najlepszym. teraz mi trochę głupio, jedyna nadzieja, że nikt nie zauważył ;]
![]() |
![]() |
mój pierwszy w tym roku kontakt ze skałą. genialnie... cóż, chyba się zakochałam :)
środa, 31 grudnia 2008
ostatni
to już ostatni post w roku 2008.
tym, którzy tu zdążą zaglądnąć, przed wyjściem na imprezę życzę udanej zabawy. wszystkim dobrego nowego roku 2009, żeby był lepszy niż wszystkie poprzednie!
spokoju ducha i wolności, przyjaźni i miłości... spełnienia marzeń.
na marginesie małe pytanie: czy warto się ograniczać? robić plany, snuć marzenia, gdy wszystko wokół jest pełne niespodzianek, o jakich nam się nawet nie śniło...
dlatego też życzę wszystkim spełnienia marzeń, których jeszcze nie zdążyli wymarzyć i samych pozytywnych zaskoczeń i żeby nie zaskoczyły ona was zbytnio :). otwórzcie się!!!
tym, którzy tu zdążą zaglądnąć, przed wyjściem na imprezę życzę udanej zabawy. wszystkim dobrego nowego roku 2009, żeby był lepszy niż wszystkie poprzednie!
spokoju ducha i wolności, przyjaźni i miłości... spełnienia marzeń.
na marginesie małe pytanie: czy warto się ograniczać? robić plany, snuć marzenia, gdy wszystko wokół jest pełne niespodzianek, o jakich nam się nawet nie śniło...
dlatego też życzę wszystkim spełnienia marzeń, których jeszcze nie zdążyli wymarzyć i samych pozytywnych zaskoczeń i żeby nie zaskoczyły ona was zbytnio :). otwórzcie się!!!

happy new year !!!
na zdjęciu: anita [z długimi włosami] i oczy wielkiego brata... dziękuję ani, za zdjęcia z naszego ostatniego spotkania :)
ilustracja to kontynuacja poprzedniego postu [z cyklu: wyrażanie miłości własnej]... może na razie wystarczy :)
ilustracja to kontynuacja poprzedniego postu [z cyklu: wyrażanie miłości własnej]... może na razie wystarczy :)
wtorek, 30 grudnia 2008
tablo
dawno, dawno temu... tak dawno temu, że moje włosy zdążyły urosnąć prawie do pasa. przez około 6lat mojego życia. goliłam głowę. maszynka elektryczna, bez nakładek. średnio raz na 10 dni. pierwszy raz ogoliłam się zwykłą maszynką mechaniczną z podwójnym ostrzem. stępiłam ją zupełnie. byłam łysa jak kolano. zrobiłam niezłe wrażenie na nauczycielach i kolegach w szkole. wszyscy chcieli mnie głaskać... wszyscy byli zachwyceni kształtem mojej głowy.
jako łysa panna robiłam karierę modelki-amatorki. znajomi i nieznajomi robili mi zdjęcia :). bardzo lubiłam tamtą fryzurę. była ona prosta i wygodna. uwielbiałam się głaskać po potylicy.
w tym czasie nauczyłam się nosić czapki, do czego wcześniej mama nie mogła mnie namówić. zdarzało się, ze nakładałam czapkę na głowę nawet w środku lata [ taką wełnianą, z nausznikami :). ]
kobiety ogolone bardzo mi się podobają do tej pory. jest w nich pewien rodzaj ascezy, prostota. trochę inna zmysłowość... nie zdawałam sobie sprawy, że aż tak wiele sławnych kobiet ma za sobą okres łysości, że są jakieś strony poświęcone temu specyficznemu rodzajowi piękna.
jednak, kiedy do wyszukiwarki obrazków wpisałam hasło "łyse", google nie wyrzucił mi zdjęć łysych głów lecz zdjęcia ogolonych innych części ciała :)... taki to chyba ten świat. faktem jest, że ogolona głowa kobiety może się stać swojego rodzaju fetyszem, jak to pewnie jest dla autora blogu "lover bald".
czasem zastanawiam się czy aby nie wrócić do dawnego stylu, z drugiej strony... nigdy nie miałam tak długich włosów jak teraz... zobaczymy co czas przyniesie. :)
tymczasem anita łysa w doborowym towarzystwie:
jako łysa panna robiłam karierę modelki-amatorki. znajomi i nieznajomi robili mi zdjęcia :). bardzo lubiłam tamtą fryzurę. była ona prosta i wygodna. uwielbiałam się głaskać po potylicy.
w tym czasie nauczyłam się nosić czapki, do czego wcześniej mama nie mogła mnie namówić. zdarzało się, ze nakładałam czapkę na głowę nawet w środku lata [ taką wełnianą, z nausznikami :). ]
kobiety ogolone bardzo mi się podobają do tej pory. jest w nich pewien rodzaj ascezy, prostota. trochę inna zmysłowość... nie zdawałam sobie sprawy, że aż tak wiele sławnych kobiet ma za sobą okres łysości, że są jakieś strony poświęcone temu specyficznemu rodzajowi piękna.
jednak, kiedy do wyszukiwarki obrazków wpisałam hasło "łyse", google nie wyrzucił mi zdjęć łysych głów lecz zdjęcia ogolonych innych części ciała :)... taki to chyba ten świat. faktem jest, że ogolona głowa kobiety może się stać swojego rodzaju fetyszem, jak to pewnie jest dla autora blogu "lover bald".
czasem zastanawiam się czy aby nie wrócić do dawnego stylu, z drugiej strony... nigdy nie miałam tak długich włosów jak teraz... zobaczymy co czas przyniesie. :)
tymczasem anita łysa w doborowym towarzystwie:

| sinéad o'connor | cate blanchett | virpi pahkien |... | clarissa elizabeth | skin |
| anna fitzpatrick| ... | sigourney weaver | noémie lenoir | britney spears | eve salvail |
|marzia tedeschi | natalie portman | kasia nosowska | neve campbell | ... | alek wek |
| annie burgstede | kora jackowska | ... | cameron diaz | grace jones | demi moore |
| anna fitzpatrick| ... | sigourney weaver | noémie lenoir | britney spears | eve salvail |
|marzia tedeschi | natalie portman | kasia nosowska | neve campbell | ... | alek wek |
| annie burgstede | kora jackowska | ... | cameron diaz | grace jones | demi moore |
nie zmieściły się:
katarzyna figura, panienka z zespołu sistars, halle berry, mena suvari, india arie, persis khambatta, robin tunney, bai ling, toni collette i inne. niektórych z wymienionych nawet nie znam, niektóre z nich nie mają fajnej reprezentacji w internecie [kiepskie zdjęcia, kiepsko wygladających głów.]
strony o łysych paniach [uwaga, niektóre panie mają ogolone nie tylko głowy]:
ogolona głowa | lover bald | bald is beautiful | katsurth | tablo 1 | tablo 2 | tablo 3 | tablo 4 | tablo pl |
zdjęcia mojej głowy, które użyłam w tablo powyżej zostały zrobione przez heather nissen i jenny bornstein.
wpis ten jest wyrazem mojej miłości własnej, która jest mi oststnio dość potrzebna.
strony o łysych paniach [uwaga, niektóre panie mają ogolone nie tylko głowy]:
ogolona głowa | lover bald | bald is beautiful | katsurth | tablo 1 | tablo 2 | tablo 3 | tablo 4 | tablo pl |
zdjęcia mojej głowy, które użyłam w tablo powyżej zostały zrobione przez heather nissen i jenny bornstein.
wpis ten jest wyrazem mojej miłości własnej, która jest mi oststnio dość potrzebna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






































