Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry pl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry pl. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 kwietnia 2012

prima aprilis

ciągle nie jestem pewna czy to nie był przypadkiem jakiś żart... 
mój trzeci bieg w życiu i pierwsze pudło. do tego jakieś punkty w klasyfikacji biegów górskich kobiet. to nic, że trzy minuty przede mną do mety przybiegła sześćdziesięciolatka pani alicja banasiak z bielska białej. to nic, że najstarszy zawodnik biegu - rocznik 49 - adam sikora [bielsko-biała również] był na mecie jakieś osiem minut przede mną... 
mój czas: 43:03. dystans został skrócony i jest mi nieznany. byłam dziewiąta wśród kobiet. za mną do mety przybiegło jeszcze czternaście  pań. przy czym ostatnia - na zdjęciu z numerem dziewięćdziesiąt dwa, trochę ode mnie młodsza :-).
oczywiście w biegu pomogło mi bardzo towarzystwo m. i suki. choć akurat suka to nie wiem czy bardziej przeszkadzała czy pomagała... były to jej pierwsze zawody i trochę pewnie nie wiedziała jak się zachować.


radość suki na mecie:

jakby ktoś miał ochotę zobaczyć pełne wyniki - są tutaj. a tu i tu zdjęcia. i jeszcze tutaj film. zdjęcie anity na pudle by maciek muszyński :-)

czwartek, 29 września 2011

jezioro

obraz zastygły. spokój, cisza i nuda. zdjęcia nie dźwięczą.


poza kadrem.
rozwrzeszczane ptactwo. na jakiejś wysepce w pobliżu. ich dźwięki zagłuszają nawet skuter wodny i moją sukę [poza kadrem również]. chociaż tą ostatnią niewielu może pokonać w walce na głosy.
mountains...etc

środa, 28 września 2011

limanowa

na ostatnim zdjęciu moja mina po przebiegnięciu 21km z malutkim haczykiem. wesoło i po górkach. 
całkiem przyjemnie się biegło. piękna trasa, dobre towarzystwo. zupełnie bez spinki. do 17km biegłam razem z maćkiem, wesoło sobie przy tym gaworzyliśmy. potem nastąpiła zmyłka, myśleliśmy, że meta tuż-już i rozstaliśmy się. ostatnie 4km były dla mnie najtrudniejsze. przez zmyłkę i bliskość mety uszło ze mnie napięcie, kolano zaczęło boleć i mięśnie trochę też. może szkoda, bo właśnie wtedy wyprzedziły mnie dwie laski. cóż... może kiedyś, a może nie :-)
 24.09.2011 | pierwszy półmaraton forrest | bieg górski pasmem łososińskim | anita: 02:28:55

sobota, 24 września 2011

highwayman3 - zako

tylko parę zdjęć - pierwszy etap zakopiański- z ulicy sienkiewicza, przez gubałówkę na harendę... przejechałam skręt w prawo, pobłądziłam i dołożyłam sobie trochę trasy... :-) w drugim etapie brała udział tylko pierwsza 20 (-:beze mnie:-)
rowerki

wtorek, 20 lipca 2010

trzy, dwa, jeden...

gdyby nie mirek z pawłem, nie wystartowałabym w tych zawodach. chłopcy się zapisali, zapisałam się i ja.
od ostatniego wtorku z lekkim przerażeniem przyglądałam się profilowi trasy. wcześniej zaliczyłam tylko jeden naprawdę górski trening [22km po gorcach]. moja krakowska trasa jest terenowa, ale raczej płaska :-/
niespełna tydzień przed zawodami mały wypadek: w czasie treningu mój pies z pełnym impetem uderzył w moje kolano - biedna ochyda, szukała ratunku przed polującym na nią amstafem... stłuczone kolano boli trochę do dziś, ale to u mnie swego rodzaju norma.

zawody:
upał niemiłosierny. chłopcy mówią pij, to piłam - tak piłam, że po chwili dopadła mnie kolka i przelotna myśl, że może dać sobie spokój. na szczęście kolkę nauczyłam się obezwładniać w czasie moich joggingów.

start:
bardzo szybko zostałam gdzieś w tyle. z kolką nie da się biec zbyt szybko :-). może nawet przez jakiś czas biegłam w ostatniej dziesiątce. cel był jeden: dotrzeć na metę... i... oddychać, głęboko, z przepony, żeby kolka poszła sobie precz. 
kolka poszła przy pierwszym wodopoju [po ok.4-5km] a ja zaczęłam wyprzedzać. i tak mi już zostało do mety. jeszcze gdzieś w połowie trasy zaczęło mnie boleć kolano [cały szlak na śnieżkę jest wybrukowany kostką granitową - beznadzieja dla kolan: twarde i nierówne podłoże - okropność]. 

rytm:
w czasie całego biegu myślałam tylko o jednym; nie dać się wybić z rytmu, cały czas biec, nawet zupełnie wolno. biec, nie przechodzić do marszu, bo szkoda na to energii. przyśpieszałam, gdy tylko miałam siłę, albo zobaczyłam jakieś plecy do wyprzedzenia, albo jakiś doping się zerwał... wszystko to w rytm oddechu, mojego oddechu.

satysfakcja:
jednak dałam się ponieść duchowi rywalizacji. dziewczyna - zwróciłam na nią uwagę jeszcze na starcie. ładna sylwetka, nieźle rozciągnięta. znikła mi z oczu zaraz na początku. dogoniłam ją gdzieś po 5km. przez chwilę biegłyśmy razem, wahadłowo, na jedynym na trasie zbiegu zostawiłam ją w tyle. na mecie podeszła do mnie i podała mi rękę. miłe. proste. pudło nie jest tu konieczne.

patrzę na powyższe zdjęcie ... przebranie w numer startowy ciągle jeszcze wydaje mi się być czymś nienaturalnym... może jakiś pomysł na kreację karnawałową? bal przebierańców??

wbiegłam na śnieżkę. w ten sposób zaliczyłam najwyższą górę republiki czeskiej.  biegać będę dalej,  mam nadzieję, że coraz szybciej :-)


tutaj śnieżka widziana z karpacza [już po zawodach]. stąd - tam właśnie biegliśmy :-), pozostałe zdjęcia z mety znajdują się tu i tu. wyniki open i w kategoriach. [zajęłam 106 miejsce z czasem 1:51:28]

sobota, 13 lutego 2010

na-narty

mój pierwszy raz na turach. od dawna chciałam tego spróbować. w ciągu ostatnich 10 lat na nartach byłam zaledwie trzy razy. umiem na nich jeździć od dziecka i lubię ten sport, tylko jakoś nie wychodziło [tłum na stokach mnie trochę przeraża, a współczesne narty mają zbyt okrągłe, jak dla mnie, kształty...]

niedziela - okolice wadowic. pożyczony sprzęt. droga przez las, pola, osady. grota skalna z lodospadem i całym mnóstwem sopli. dobre towarzystwo.
na początku nie mogłam uwierzyć, że narty wyposażone w foki nie jadą do tyłu. nawet nie zauważyłam, że do desek mam przypięty całkiem spory kawałek tkaniny :-). trochę bałam się jazdy w dół przez starodrzew, zwłaszcza, gdy  uświadomiłam sobie, że nie mam kasku, a drzewa to nie elastyczne tyczki :-). szybko nabywałam nowe umiejętności i nawet próbowałam jechać telemarkiem - fajnie tak :-)
przystanek w grocie skalnej stał się przyczyną mojego przeziębienia. następnym razem będę mieć w plecaku jakąś puchową kurtkę na takie sytuacje. może trzeba też pomyśleć o zakupie własnego sprzętu?? - jeszcze się nad tym zastanowię :-)


więcej zdjęć jest tutaj.

środa, 11 listopada 2009

dawno, dawno temu

już chyba trzy tygodnie minęły od tamtej niedzieli. czas płynie tak szybko... przyroda szybko się zmienia... mam wrażenie, że prędkość przemijania wzrasta wraz z moim wiekiem. kiedy byłam małą dziewczynką, rok wydawał się być niewyobrażalnie długi, właściwie poza zasięgiem percepcji... dla ośmioletniej dziewczynki, to wszak jedna ósma życia. w tamtych czasach jedynie wakacje były zawsze za krótkie, było ich zawsze za mało...
wraz z wiekiem mam coraz więcej planów i marzeń i coraz mniej czasu na ich realizacje.

na tamten weekend miałyśmy z kasią ambitne, górskie plany. niestety nagła zima, moje przeziębienie i praca trochę nam je pokrzyżowały. nasz plan na weekend w tatrach skróciłyśmy pierwotnie do jednego dnia w gorcach, a następnie do przedpołudniowego spaceru na górę chełm w myślenicach :) nieźle. drzewa były wtedy jeszcze zielone i mgła przepiękna...




wtorek, 25 sierpnia 2009

tatery

[czyli wspinanie w tatrach po raz pierwszy]

pobudka w środku nocy. autobus do zakopanego odchodzi z dworca o 5:35. ten wyjątkowo nie zatrzymuje się pod moim domem. na miejscu 30 minut spóźnienia. znajomi czekali. auto, nudny spacer do morskiego oka... potem, już milej nudny, pod mnicha. ściana w cieniu. bardzo zimno. palce zmarznięte. ciężko było przejść pierwsze 5m. nigdy wcześniej nie wspinałam się z plecakiem. zupełnie inny środek cięzkości. nie było lekko. plecak w połączeniu z kaskiem utrudniał ruchy głowy. przekopane... dałam radę. zdążyliśmy do schroniska chwilę przed zamknięciem kuchni :)



dzień drugi. tabor. długie śniadanie. rozmowy. panowie wytrwale tłumaczyli nam jakąś wariację dróg i zachęcali do wyprawy na kopę spadową. narysowali topo - podobno proste drogi. pod ścianę dotarliśmy koło południa. próbowaliśmy użyć naszej prywatnej mapki. bez powodzenia. chcąc-nie-chcąc zrobiliśmy 'skłodowski pachnie brzoskwinką'. na tą okazje kupię sobie chyba jakiś zapach brzoskwiniowy :P ta droga naprawdę bardzo mi się podobała. 120m prawie pionowo do góry. mam nadzieję, ze w przyszłym roku uda mi się poprowadzić coś takiego.
na razie ledwo dalam radę. w połowie drogi spadł mi mój atc-guide. miałam go przypietego w szpejarce na zakręcanym, ale nie zakręconym karabinku. opierając się o skałę otworzyłam karabinek i wypuściłam przyrząd. ten poleciał na dół i tyle go widziałam. musiał○am sobie radzić na półwyblince. dobrze, że pamiętałam o co chodzi z tym supełkiem.
fajnie, że po tym wszystkim zdążyłam jeszcze na ostatni autobus do krakowa, przy tej okazji pobiłam chyba rekord szybkości na drodze z morskiego oka.


ciągle nie mogę uwierzyć, że tam byłam i że ten mały punkt na zdjęciu to ja...

poniedziałek, 1 grudnia 2008

wycieczka

mała, niedzielna wycieczka na turbacz. zupełnie zasłużona, po tygodniu ciężkiej pracy. cudnie było [jak to w górach]. na górze ok 30cm śniegu, słońce, piękne chmury, w których ukryły się szczyty tatr. halny ocieplał atmosferę.

zdjęcia poniższe zrobiłam moim telefonem. na ślepo, gdyż wyświetlacz mi obecnie nie działa. całkiem niezły kadr, jak na takie warunki :).

środa, 12 listopada 2008

góry w chmurach

hura! nareszcie! udało mi się znów dotrzeć w tatry. miła, mała wycieczka w zachodnie: chochołowska, grześ, rakoń i do domu. wszystko razem z podróżą autem zajęło nam około 12-13h. na górze przewiało nas niemiłosiernie. było naprawdę genialnie. chcę więcej :)
TAT07
TAT06
TAT05
TAT04
TAT03
TAT02
TAT01

nie robiłam zbyt wiele zdjęć. to są prawie wszystkie...

czwartek, 12 czerwca 2008

weekend w tatrach - dodatek

pozwolę tu sobie opublikować zdjęcia zrobione przez michalinę w ostatni weekend. mam nadzieję, ze michalina nie obrazi się na mnie. jakość zdjęć nienajlepsza, bo z komórki ci one, ale to był dla mnie bardzo fajny czas, więc chcę się nim podzielić. poza tym, niektórzy narzekają, ze mało mnie w tym blogu[wszak ten blog to ja]...
proszę bardzo:
tam we mgle to ja na szpiglasowym wierchu :), a opalenizna to z indii jeszcze, rzecz jasna...