Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 czerwca 2009

pina bausch

nie żyje.


ta piosenka wchodziła w skład "goździków" [nelken], jej jedynego spektaklu, jaki widziałam na żywo [warszawa '98]. pomysł jest prosty, ale do dziś przechodzą mnie dreszcze, kiedy to widzę...
to dopiero koniec epoki...

wtorek, 24 lutego 2009

ostatki

jedna z moich ulubionych tancerek: sylvie guillem [wczoraj skończyła 44lata] jako mokra kobieta [wet woman]. choreografia mats ek - jeden z moich ulubionych choreografów - uwielbiam jego poczucie humoru :)
ta kobieta, oprócz techniki tańca ma niesamowitą świadomość ciała. porusza się tak jak potrzeba: nogi unosi nie za nisko, nie za wysoko; jeśli trzeba równolegle do podłogi to tak jest. nie popisuje się, jest precyzyjna w każdym, najmniejszym ruchu.
poza tym: jak ona w tej szmacie wygląda... och, ach!!

poniedziałek, 5 stycznia 2009

...

nowy rok zaczął się dla mnie w sposób dość zapracowany. dopiero teraz zauważyłam, że pierwszy post na tym blogu opublikowałam 02stycznia2008. mała rocznica.

blog powstał on w związku z moją podróżą do azji. rok temu nawet nie myślałam, że będę go dalej prowadzić po powrocie. miał służyć komunikacji z rodziną i znajomymi podczas mojej samotnej, niemal trzymiesięcznej wyprawy. stał się codziennością, formą przekazu mojego zachwytu i zdziwienia światem i ludźmi.

przeczytałam mój pierwszy wpis. przypomniałam sobie jakie uczucia towarzyszyły mi przed wyjazdem. na dzień przed wylotem moja mama i jej koleżanka mówiły, że nigdzie nie muszę jechać, nic nikomu udowadniać. jechać musiałam. udowadniać - nie :).

ta podróż była spełnieniem jednego z moich starych marzeń. przed wyjazdem nie miałam czasu na czytanie przewodników i książek o podróżach. zanudzałam za to wszystkich napotkanych ludzi... że się wybieram i czy gdzieś tam byli. myślę, że dużo, dużo więcej mówiłam o tej wyprawie przed wyjazdem niż po powrocie :). plan podróży kształtował się powoli i głównie w oparciu o te rozmowy. nie miałam pojęcia gdzie jadę, ani żadnych wyobrażeń na temat tamtych rejonów, bo skąd? celem była azja.[ ha ha ha ] azja jest ogromna i różnorodna :).

na początku myślałam o kolejce transsyberyjskiej, japonii, chinach. podróż koleją wydawała mi się trochę zbyt ekstremalna. wybór więc padł na singapur, bo ewa i nepal, bo najwyższe góry na świecie. znajoma para, którą bardzo cenię, była kiedyś na trekingu wokół annapurny. zachęcali. pożyczyli przewodniki, które w polsce zdążyłam jedynie przejrzeć. indie, pomiędzy singapurem i nepalem, wydawały się dość łatwe do podróżowania dla samotnej kobiety, mówiącej po angielsku. nie miałam kompletnie pomysłu co tam chcę zobaczyć, ile czasu na to potrzebuję. same indie są większe niż europa. darek, instruktor wspinaczki rzucił hasło: hampi. uwielbiam wspinanie, więc uczepiłam się hasła i to poniekąd zdeterminowało mój plan indyjski.

w tej mojej wyprawie najważniejszy chyba był kontakt z innością w oczywistej formie. różne zabytki, sławne miejsca to był tylko dodatek, punkty wyznaczające drogę na mapie. najważniejsza była ulica, jedzenie, przejazd indyjskim pociągiem, przejście przez singapurski city-link, czy zobaczenie jak ludzie uprawiają ziemię prawie 3tys. metrów nad poziomem morza.

trochę tęsknię za szalonymi indiami i spokojną atmosferą w hampi. na himalaje chciałabym kiedyś znaleźć inny sposób. niektórzy pytają mnie, gdzie się teraz wybiorę. nie wiem czy, gdzie i kiedy... staram się dostrzegać inność na co dzień.



na filmie: przejazd przez bombaj: laurent [śpiew], yutaka i ja, proponuję włączyć dźwięk.


sobota, 7 czerwca 2008

my way to the goan corner

początek lutego 2008. koło szóstej rano. idę do goan corner przez pola ryżowe. lubiłam ten spacer i śpiewy z świątyni. shemilla otwierała bar o 7. jedliśmy śniadanie i w skały... wszystko było tam takie proste :)


sobota, 17 maja 2008

my window view

przed tygodniem przeprowadziłam się. mieszkanie jest nieduże. kolory ścian, meble są jakie są. jak to w wynajętych mieszkaniach. je bym tak tego nie zrobiła.
miejsce to spełnia moje kryteria; ma pralkę, internet, kawał wolnej podłogi i dobre położenie: blisko nad wisłę, do krzemionek i na zakrzówek. jest też, niestety usytuowane w bliskim sąsiedztwie innej rzeki: rzeki samochodów. po tygodniu zaczynam się przyzwyczajać. wsłuchuję się w jej nurt, medytuję :) . z jednej strony balkoniku rzeka, z drugiej piękny ogród. ptaszki śpiewają, rzeka szumi, a wprost na wyciągnięcie ręki tańczą brzozy. jednym słowem; krajobraz miejski. aż musiałam zrobić ten krótki filmik, który proponuje obejrzeć z dźwiękiem. :)

wtorek, 6 maja 2008

filmy

przeglądam materiały, które przywiozłam z sobą z wakacji. oglądam zdjęcia...
ten film jest długi, naprawdę ma też większą rozdzielczość. nie miałam cierpliwości umieszczać go w sieci za pomocą super-wolnych łącz w indyjskich kafejkach. to jest pierwszy film wspinaczkowy jaki zrobiłam. chłopcy próbują...


a tu jednemu się udało...
swoją drogą to był bardzo dobry dzień... już pod koniec mojego pobytu w hampi.