Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspinanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspinanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 września 2012

lecco

bardzo brakuje mi wspinania. bardzo bardzo... to był jedyny raz w tym roku. okolice miasteczka lecco. kolega, kolegi kolegi był moim partnerem. weszliśmy ja coś tam. prosta bardzo droga, cztery czy pięć wyciągów, ale mało...
tęsknie za skałami, za wysokością i przekraczaniem siebie. tak, jak było w turcji... teraz muszę przemóc się i zacząć wszystko znowu od nowa. przerwa jest zdecydowanie za długa, forma leży w głębokim rowie i wpinanie o mnie zapomniało. szkoda, że wśród moich najbliższych przyjaciół nikt się nie wspina.
piękne te skały...
 

wtorek, 15 maja 2012

rany

skały ranią. nie tylko palce moich rąk były w opłakanym stanie. palce innych rąk miały się podobnie. do tego poobijane i podrapane nogi :)

poniedziałek, 14 maja 2012

anita

to był naprawdę cudowny czas... więcej, więcej poproszę... tak mało człowiekowi potrzeba do szczęścia...
 

niedziela, 13 maja 2012

skały

kilometry dróg o różnym stopniu trudności, piękne widoki i cudowna pogoda...[dziecko na dole nie nasze, niemieckie, o ile mnie pamięć nie myli...]

załoga dżi-

składała się z siedmiu osób - z trudem mieściliśmy się wszyscy do wynajętego samochodu :

dawno, dawno temu...

te dwa tygodnie lutego 2011 będą należeć do najszczęśliwszych dni w moim życiu... cudowna pogoda, dobre towarzystwo i skały, skały, skały!!!!!!!!
szkoda tylko, że od tamtego czasu tak mało się wspinam... bardzo mi tego wspinania brakuje...
nie będę rozpisywać się tutaj na temat antalji. dużo ludzi z krakowa było tam w tym roku... 
jakieś 50km od miasta jest cudowne wspinanie, takie jak ja lubię najbardziej - kilometry muru o wysokości do 50m, z drogami o bardzo różnych stopniach trudności... najstarsza droga została obita w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych xx wieku. wszystko zatem jest dość nowe, a tarcie wyśmienite.

sobota, 15 października 2011

granit

jest wszędzie. wchodzi do miasta, ukrywa się pod prawie każdym domem, w lesie, przy ulicach. kusi mnie, kusi... niestety moja przyjaciółka już się nie wspina... poprzestałam zatem na dotykaniu skały, robiłam jej zdjęcia, podziwiałam z daleka i bliska, czasem też próbowałam się na coś wdrapać... oj!
noway

czwartek, 18 sierpnia 2011

demaskacja racucha

z jednej strony - kawał okazałej, jak na nasze warunki skały - z drugiej - para kamyków. jak jacyś porąbani wchodzimy na górę coraz trudniejszymi drogami. zamiast przejść wokół, zasiąść z winkiem i podziwiać widoki... ech...

nie jest to skała na upały. wyobrażam sobie, że bardzo przyjemnie jest tutaj wczesną wiosną lub jesienią. ściana po południu była bardzo mocno nasłoneczniona - parę godzin jakie tutaj spędziłam wyssało ze mnie dużo siły...
niestety moja forma pozostawia jeszcze wiele do życzenia - cóż, skoro tegoroczny sezon zaczęłam dwa tygodnie temu....  :-)


 mountains...etc

środa, 17 sierpnia 2011

babskie

wspinanie w brzoskwince. dzień coraz krótszy, daje nam coraz mniej czasu... popołudniowy wyjazd w trójkę nie wróży ostrego wspinu. dobre towarzystwo jest chyba równie ważne... no i można zrobić parę zdjęć koleżankom!
mountains...etc

niedziela, 24 lipca 2011

doczekałam się

popołudniowy wspin utonął w deszczu jeszcze zanim dojechałyśmy na miejsce. nawet nie było sensu wyciągać sprzętu z auta. pospacerowałyśmy chwilkę po kobylańskiej i zmyłyśmy się na zadaszoną ścianę miejską.
moja suka była pierwszy raz na panelu. najwyraźniej nie jest fanką techno. w popłochu wybiegła na ulicę. zgarnęłam psa. poprosiłam operatora zmianę muzyki. ochyda została uspokojona, a ja mogłam poruszać trochę kości.
ochyda

środa, 15 czerwca 2011

klatka

prawie trzy miesiące bez wspinania i treningów, pogrążona w pracy i walce z komputerem... znów systematycznie biegam zaledwie od miesiąca i wreszcie udało mi się wyjechać na prawie cały dzień w skały!!!!
o jakimś wielkim wspinaniu jeszcze nie ma mowy, toteż za cel wybrałyśmy psiklatkę, miejsce, gdzie drogi łatwe, proste i przyjemne... człowiek może się zrelaksować i miło spędzić parę chwil...

środa, 30 marca 2011

masochizm

znów sadystówka ratuje mi ciało. kompletnie nie mam teraz czasu na całodniowy wyjazd w skały - w moim życiu jest praca i praca. na sadystówkę jadę 5min rowerem. godzina, półtorej wystarczy by utrzymać formę.
byłam już dwa razy. zabiłam pierwszego komara. uwielbiam skały i tylko wysokości mi brak...
mountains...etc

niedziela, 13 lutego 2011

tu i tam


skały i słońce i morze i góry i skały i ludzie... wspinanie, rozmowy, inspiracje i prawie wszystko, co kocham... i chciałabym tak jeszcze :-)
turkey 2011

/here and there
rocks and sun and sea and mountains and rocks and people... climbing, talking, inspiration and nearly all i love... and i want it more :-)

...

środa, 24 listopada 2010

parbat

nowa ścianka w mieście.
zalety: miło, ciepło, dobra kawa, oddzielne przebieralnie, ułożone kolorami baldy i inne...
wady: jest nisko, nawet jak na balderownie - przydałby się jakiś metr, dwa więcej; brakuje daszku - podobno ma być!
wszystko nowe, czyste i pachnące. tarcie, na razie niewspółmiernie dobre do warunków w naturze ;-).
ściana znajduje się na zabłociu, w odżywającym właśnie terenie miasta [fabryka, akademia krakowska, mocak, nowy tramwaj...].

From mountains...etc

piątek, 19 listopada 2010

pierwszy i... ostatni?

po czterech miesiącach przerwy, powrót w skały. prawdopodobnie ostatni raz w tym roku.

skały znów ustawiły mnie w szeregu. nie pierwszy raz. czy kiedyś osiągnę którąś z moich wymarzonych cyferek? co chwila jakieś przerwy, kontuzje... forma jak po zimie i wcale mnie to nie dziwi, skoro sezon puściłam z dymem, bo  z różnych względów, wydawał się być ponad moje siły... trochę też zabrakło wyciągacza, takiego, co to będzie ciągnął i pamiętał do skutku. rzadko się tacy zdarzają, niestety :-(.
najważniejsze, że nie jestem obrażona na skały i pokornie znoszę bycie 3kroki w tyle za samą sobą [o wszystkich innych nie wspominając], wszak to też rodzaj treningu [mentalnego] :-) - jak najmniej takich treningów w przyszłości...

From mountains...etc

poniedziałek, 1 listopada 2010

skała

od połowy lipca nie wspinałam się w skałach. z różnych powodów, nie będę sobie zatruwać głowy ich wymienianiem w tym miejscu...
bardzo za skałami tęsknię... zwłaszcza w taką pogodę jak dziś... bardzo, bardzo...

From mountains...etc

wtorek, 1 czerwca 2010

rohit

rohit, którego poznałam w hampi nareszcie wydał topo dotyczące tego regionu. dla kogoś takiego jak on był to naprawdę duży wysiłek. podziwiam jego determinację.
rohit bardzo lubi [kocha?] hampi [i badami]. cieszę się z tego pierwszego kroku. mam nadzieję, że sprzedaż pójdzie mu co najmniej równie dobrze. jeśli więc ktoś wybiera się na baldy do indii, - gorąco polecam.

więcej na jego blogu.