Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 września 2011

budda

wpadłam po sąsiedzku na wernisaż. na  koncert już zostać nie mogłam :(. 

gubię się w przedstawieniach buddy. myli mi się czasem z kriszną i innymi z tamtych miejsc. czy mogłabym złożyć pokłon takiemu posągowi? czy dociera do mnie coś z tych dzieł na duchowym poziomie? rysunki i płaskie malowidła bywają zabawne i inspirujące. złote rzeźby przypominają mi tylko, że niezależnie od wyznania człowiek to człowiek i ulega tym samym pokusom.
krk

poniedziałek, 26 września 2011

reich

krk
chciałabym częściej chodzić na koncerty.
75 urodziny kompozytora. sacrum profanum. muzyka steva reicha przypomniała mi co lubię. video jego żony - też lubię.
szkoda, że tak rzadko... szkoda, że doba ma tylko 24godziny. maksymalnie, w moim wypadku, wykorzystane, ciągle jednak mało; mało muzyki, skał, czasu dla przyjaciół...

czwartek, 30 września 2010

filharmonia

wstyd się przyznać, ale ostatni raz byłam w filharmonii chyba jeszcze przed pożarem. nie znoszę tej sali. tutejsze koncerty uatrakcyjniane są przez wesołe odgłosy tramwajów przejeżdżających zwierzyniecką. tudzież, co najmniej równie wesołe grupki biegnące z knajpy do knajpy ze śpiewem na ustach:-)
zwierzyniecka w remoncie, tramwaje na innych szlakach. muzyka bardzo przyjemna. koncert emoll, chopina zagrany przez aexander'a kobrin'a wywarł na mnie dość duże wrażenie. dyrygent [michał klauza] też chyba niezły. do tego orkiestra akademii bethovenowskiej :-)
ok. nie znam się dobrze na muzyce, najważniejsze jednak, że bardzo mi się podobało. i tylko sam budynek filharmonii skurczył się chyba przez lata mojej w nim nieobecności.

poza tym:
nareszcie też zobaczyłam starych przyjaciół, takich, których to już długo za długo nie widziałam :-)

ach, i jeszcze scenografia! subtelna. lubię taką.

poniedziałek, 6 września 2010

układanka

rzadko tu wrzucam obce materiały. ten wyjątkowo pasuje do tutejszej układanki. na dodatek to polska muzyka i polskie słowa, które bardzo lubię:



czasem koniec drogi jest zaskakująco szybki. nudzą się kroki i rytm, przestaje ciekawić co za następnym zakrętem, męczą wyboje. człowiek traci cierpliwość, irytuje się i zmienia kierunek w poszukiwaniu prostej, łatwej i przyjemnej...
och, szłoby się, szło, gdyby nie to szkło [nie każdy jest fakirem :-]

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

męskie granie

prezent urodzinowy od przyjaciół.  dałam się ukołysać... taki dziwny ten rok, dziwny czas...

koncert przemiły. bardzo fajne światła, pokaz animacji mariusza wilczyńskiego. uwielbiam stańkę - chętnie posłuchałabym go w bardziej kameralnych okolicznościach. scenografia odrobinę przereklamowana - drażniły mnie te czarno-białe wzorki - za dużo. kółko najlepsze moim zdaniem w wersji czarno-białej, lubię oszczędną kolorystykę. razem z piwem to moim zdaniem komercja na bardzo wysokim poziomie. :-)



czwartek, 24 września 2009

aukso

krakowski rynek. koncert z okazji kongresu kultury polskiej.
przeboje krzysztofa komedy zagrane przez tomasza stańko i orkiestrę aukso pod dyrekcją marka mosia.
odpłynęłam.
stańko, jak zwykle oszczędny, nie wysilał się zbytnio -  nie musi, ma już facet swoje lata. [dawno go nie słyszałam.] orkiestra pierwszorzędna. zawodowi muzycy, profesjonalnie przygotowani. - zaskoczyli mnie :)... mimo, że repertuar był popowy, z cyklu "komeda dla każdego"- przez półtora godziny nie istniałam, totalnie pochłonięta przez muzykę. ja bardzo lubię ten stan. :)


sobota, 7 lutego 2009

piątkowo

piatek znów na koncercie. tym razem ptasiek. strasznie dawno nie widziałam tych wszystkich twarzy na raz. ostatnio chyba jeszcze w zeszłym roku :) trochę ostatnio chodzę bardziej swoimi drogami. taki czas.
o koncertach chłopców już tu pisałam wielokrotnie, wiec nie będę więcej na razie. :)
poniżej: tomek i dawid, słuchacz z zośką w tle; moja droga do domu - most piłsudskiego zaprasza na podgórze [nocą]. z tym zaproszeniem to różnie bywa: raz świeci zielone, a raz czerwone światło - trzeba mieć refleks, ewentualnie trochę szczęścia...

kazimierz
kazimierz
kazimierz-podgórze
kazimierz-podgórze

niedziela, 25 stycznia 2009

ale bajzel!

koncert w jaszczurach.
na ostatnim openerze bajzel zrobił na mnie dość dobre wrażenie. chciałam go zobaczyć i usłyszeć w innych warunkach. chłopak jest niezły. podobało mi się, chociaż sądzę, że był trochę zmęczony. dzień wcześniej grał w szklarskiej. dość długo się instalował. pół godziny opóźnienia to swojego rodzaju norma w krakowskich klubach :)
bilety w cenie 5zł (sic!). średnia wieku publiczności chyba poniżej 20lat. na sali teatru 38 obowiązuje zakaz palenia!! sala była właściwie pełna [może więcej niż pełna - byłam z przodu...]. dobra atmosfera, pozytywna muzyka i anioły...

bajzel w stanie lotnym | dźwiękowiec w stanie skupienia
mieszanie dźwięków | zakaz palenia | kamera w stanie spoczynku
końcówka koncertu: publika na scenę - stan rozproszony | anioły

fajny jest wideowywiad z bajzlem na jego majspejsie.
... mój słodki canon g9 wrócił nareszcie do zdrowia = będzie więcej obrazków na blogu :)

środa, 19 listopada 2008

dont ask smingus

sobotni koncert chłopców. cafe szafe. mój ulubiony, prosty skład [thymn, dawid, tomek]. dobra energia. słychać było, że chłopcy rozwijają się. miałam wyśmienitą zabawę.

wtorek, 28 października 2008

sainkho

ostatnia sobota: sainkho namtchylak & gendos w alchemii.
sainkho jest niesamowita: wygląd, ubiór, głos...
najbardziej podobała mi się pierwsza część jej koncertu. takie niby nic na głos i fortepian. sainkho głaskała dźwięki, naprawdę ich nie dotykając. bardzo oszczędnie. w powietrzu dało się wyczuć niemal erotyczne napięcie.
druga część, moim zdaniem trochę gorsza. koncert byłby zupełnie fajny bez niej. do duetu dołączył dźwięk z samplera. nie wiem czy to błąd techników, czy muzyka. zbyt ostry dźwięk, bit robiący wrażenie sztucznego, na dodatek w nieodpowiednich proporcjach bardzo drażnił moje ucho.
druga część wydawała mi się być trochę przegadaną. fajnie było usłyszeć muzykę, którą znam z płyt sainkho od dość dawna, jednak tęskniłam do pierwszej.
na koniec lepiej. do duetu dołączył gendos z całą masą różnych ludowych instrumentów. sampler przestał mnie drażnić. szło im całkiem nieźle. atmosfera na sali była już dość ciężka, duszna i śmierdząca. myślę, że publiczność i artyści byli trochę zmęczeni.

to chyba nie był pierwszy występ sainkho w krakowie. ostatnim razem plakaty na mieście zobaczyłam dopiero miesiąc po wydarzeniu. bardzo się cieszę, ze tym razem nie przegapiłam.

piątek, 29 sierpnia 2008

czesław śpiewa

a ja już nie daje rady. słuchać jego skrzeczącego głosu i piosenek na jedno kopyto... już nawet teksty mnie nie bawią. przesyt zupełny.

nawet to, że jeden z moich kochanych, nieżyjących już dziadków też czesław był... nie pomaga wcale.

piątek, 11 lipca 2008

open'er 2008

ostatni weekend na openerze.
na festiwal dotarłam pod koniec pierwszego dnia. już po północy zalogowałam sie na polu. zdążyłam jeszcze na końcówkę koncertu roisin murphy [chyba był fajny dosyć...] i na jakiś większy fragment fujiya&miyagi - bardzo energetyczny. odpadło mi parę rzeczy, ale cóż... praca...

pierwszy raz byłam na tego typu festiwalu. nie bardzo wiedziałam jak to się je, nie bardzo tez znam te wszystkie kapele, więc drugiego dnia biegałam ze sceny na scenę chcąc zobaczyć jak najwięcej artystów...
szczególne wrażenie wywarł na mnie występ loco star... z klawiszowcem, który gra równiez w dick4dick... bardzo fajnie im to poszło, a gościa lubię także za odważny wizerunek sceniczny i śmieszne ubranka :)
ach, no i jeszcze jay-z. facet robi niezły show- trzeba mu przyznać...

trzeciego dnia już spokojniej - koncert bajzla - super. imponują mi artyści, którzy są w stanie solo przebić sie do słuchaczy. myślę, ze jest to szczególnie trudne w warunkach plenerowych, w biały dzień. bajzel miał to szczęście, że grał zanim cokolwiek innego zaczęło się dziać. trzeba mu jednak przyznać, że ludzie go słuchali i nawet dość tłumnie.
[http://profile.myspace.com/index.cfm?fuseaction=user.viewprofile&friendID=150090841]
potem koncerty na world stage. lubię taka muzykę więc sie nieźle bawiłam; tańcząc, skacząc...
byłam jeszcze na koncercie massive attack - głównie przez sentyment. och, dużo wspomnień...

jeśli chodzi o słuchanie muzyki; jestem zdecydowaną fanką kameralnych scen, małych klubów, gdzie publika prawie siedzi na artyście, gdzie dystans jest naprawdę niewielki, wszystko odrobinę nieformalne. duże imprezy plenerowe też maja swój urok, oprócz muzyki są jeszcze spacery ze sceny na scenę, piwo na trawie i inne... czekam jednak z niecierpliwością, kiedy będę mogła posłuchać chociaż niektórych z openerowych artystów w jakimś krakowskim klubie.