Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hampi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hampi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 czerwca 2010

rohit

rohit, którego poznałam w hampi nareszcie wydał topo dotyczące tego regionu. dla kogoś takiego jak on był to naprawdę duży wysiłek. podziwiam jego determinację.
rohit bardzo lubi [kocha?] hampi [i badami]. cieszę się z tego pierwszego kroku. mam nadzieję, że sprzedaż pójdzie mu co najmniej równie dobrze. jeśli więc ktoś wybiera się na baldy do indii, - gorąco polecam.

więcej na jego blogu.

poniedziałek, 9 lutego 2009

chcę do hampi

dokładnie rok temu bawiłam tam w najlepsze. chcę słońca, chcę prawdziwych skał!! czekam na wiosnę, marzę, przeglądam zdjęcia i piszę trochę o tamtych miejscach...

w indiach jest generalnie ciężko z mapami. występuje ich znaczący niedostatek, a te które są, bywają dość dziwne [jesteśmy w ten sposób skazani na rikszarzy i innych przewodników] . na początek zatem plan sytuacyjny [obszar około 2x2.5km - nieduży].
[mapę proponuje zobaczyć w nowym oknie]

hampi
leży w stanie karnataka, na południu indii. najprościej jest tam dojechać bezpośrednio z bangalore [stolica stanu] lub z przesiadką z bombaju. najlepiej za pomocą nocnego autobusu. ten z bangalore dojeżdża do samego hampi [ok. 12h], ten z bombaju do hospet [ok.14h], trochę większej miejscowości, położonej ok. 17km od hampi. w hospet też jest najbliższa stacja kolejowa.
dworzec autobusowy w hampi leży w pobliżu hampi bazaar. to główna ulica handlowa w wiosce. na obu jej końcach są świątynie; jedna, ciągle w użyciu, druga to ruiny... po tej stronie rzeki jest dużo fajnych miejsc do noclegu, tutaj też znajduje się cały kompleks zabytkowych obiektów sakralnych.
tereny dobre do wspinania są tu właściwie wszędzie. najwięcej wspinaczy można jednak spotkać po drugiej stronie rzeki [hampi island]. zatrzymują się głównie w goan corner i jego sąsiedztwie. goan corner to miejsce przyjazne dla ludzi lubiących się wspinać; mają tam crash-pady czy buty do wypożyczenia dla potrzebujących [lepiej jednak mieć własne]. w zeszłym roku magnezja była dla nas cenna jak złoto, ale podobno mają ją teraz sprzedawać na miejscu.
po drugiej stronie skał jest m.in. baba cafe. tam też można znaleźć nocleg czy pożyczyć crashpad. tara robi pyszne jedzenie. atmosfera jest tu bardziej kameralna. czasem przemknie tamtędy jakiś baba z odpowiednim towarem ;). dwa duże głazy są tuż, pod ręką.

nie ma jeszcze żadnego topo na temat hampi. rohit [na boulderze powyżej] zgromadził odpowiednie materiały, które są właściwie gotowe. trzeba to wydać. potrzebny inwestor. kontakt do rohita przez jego stronę internetową [właściwie jego trzy strony].

numery telefonów do goan corner - huts & restaurant, hampi island - shamila [na zdjęciu] i taco: +91 9448 212 621, +91 9448 718 951. goan corner jeszcze nie ma swojej strony internetowej, ale ma swoja grupę na facebook. :)

numer telefonu do tary z baba cafe [na zdjęciu]: +91 9449 432 542
można zadzwonić z polski i coś sobie zarezerwować. rok temu nie było dla mnie miejsca w goan corner i okolicach, więc do końca mieszkałam w wiosce [hampi island, żółty punkt na mapie powyżej]...



więcej zdjęć z hampi jest tutaj i tutaj [zdjęcia yutaki]. zdjęcia w albumie hampi są ułożone tak, by dać jakiś przybliżony chociaż, obraz mojego dnia w tamże, a właściwie dwóch dni. brakuje jedynie zdjęć od krawców i z kafejek internetowych - te uzupełnia album yutaki :)

więcej informacji od różnych innych ludzi w linkach z/o podróży [boczny panel]. w facebook można znaleźć grupę dotyczącą hampi i tyrystyki w stanie karnataka.

hampi to naprawdę ciekawe miejsce nie tylko dla tych, którzy się wspinają. warto tam pojechać na dłużej... na miesiąc lub dwa? najlepszy czas na to jest od początku listopada do końca lutego.

oczywiście powyżej temat jest tylko przeze mnie zarysowany... w hampi są jeszcze takie rzeczy jak jeziorko, w którym można pływać, co nie jest w indiach tak oczywiste, czy świątynia małp. wszystko to po stronie hampi island. na końcu hampi bazaar, przy ruinach świątyni są fajne miejsca do mieszkania... i wiele innych do odkrycia po obu stronach rzeki. :) :) :)


inne linki [ang]: hampi | hampi | hampi na wiki- ang | hampi na unesco | karnataka state | karnataka turism | karnataka turism |

.

niedziela, 8 lutego 2009

na indie mnie wzięło...

rok temu, w lutym byłam sobie w indiach. temperatura ok 30st, słońce codziennie... ledwo sie dało wytrzymać.
wczoraj był piękny dzień. zapachniało wiosną, co do której nie ma pewności: prawdopodobnie jest jeszcze w dalekiej oddali, choć ptaki rano drą się wniebogłosy i czasem świeci słońce. wzięło mnie zatem, w oczekiwaniu na wiosnę [i na wakacje, rzecz jasna]...

poniżej fragment mojego przewodnika lonely planet. mapa indii z zaznaczoną trasą i najważniejszymi miejscami. zdecydowanie najważniejsze było hampi :)





moja indyjska droga szła tak:
przyleciałam do bangalore [bangaluru]
wycieczka do mysore [cały dzień w drodze, paręset kilometrów]
z bangalore do hampi - 12godzin w autobusie, który mnie zawiózł prosto do hampi
hampi bombaj [mumbai] 14godzin w autobusie, wcześniej motoriksza hampi-hospet
potem mt.abu: z bombaju do abu road pociąg - uwielbiam indyjskie pociągi, potem jeszcze parę godzin w autobusie.
następnie jodhpur - mieliśmy jechać do jaisaimer, ale ja już nie miałam siły. [za pomocą autobusu]
dalej, również autobus do pushkar - ciuchy, świątynie, wesela, dużo białasów, święte jezioro, pustynnie, wzgórzasto.
potem delhi z przystankiem w agrze [taj mahal] wszystko autobusem. w agrze chyba dwie noce. do taj jest najlepiej pójść wcześnie rano. potem są tam tłumy, głównie hindusów, a wszak tych jest ponad miliard :)
potem sobie poleciałam do nepalu i znów do delhi. przedłużyłam pobyt w indiach o jeszcze tydzień i pojechałam pociagiem do varanassi - 12h w jedną strone. pociąg w drodze powrotnej miał pieciogodzinne opóźnienie :) takie te indie są...
razem w indiach spędziłam 7 tygodni, 4 w nepalu, 1 w singapurze.

jeśli chodzi o przewodnik lonely planet: jest duży i ciężki. mapy i plany miast ma najgorsze z możliwych. chyba nawet nie trzymają skali. lepiej się nimi nie posługiwać. przewodnik daje pewne wyobrażenie. dobrze jest jakiś przewodnik mieć. milej jest siedzieć w ładnym miejscu na kawie, niż w ciasnej i dusznej kafejce internetowej zastanawiać się co dalej.
w czasie ostatniego roku internet nagle zaroił się wiadomościami o różnych ciekawych krajach w języku polskim. kiedy wyjeżdżałam było ich bardzo niewiele i z reguły zbyt obszerne jak dla ludzi, którzy nie maja czasu...
teraz oprócz globtrotera jest jeszcze koniec świata, portal założony przez dziennikarzy trójki, jest portal na temat azji i masę innych [co mogę wkładam na bieżąco do linków z/o podróży]. polacy zwiedzają świat :)

sobota, 7 czerwca 2008

my way to the goan corner

początek lutego 2008. koło szóstej rano. idę do goan corner przez pola ryżowe. lubiłam ten spacer i śpiewy z świątyni. shemilla otwierała bar o 7. jedliśmy śniadanie i w skały... wszystko było tam takie proste :)


wtorek, 6 maja 2008

filmy

przeglądam materiały, które przywiozłam z sobą z wakacji. oglądam zdjęcia...
ten film jest długi, naprawdę ma też większą rozdzielczość. nie miałam cierpliwości umieszczać go w sieci za pomocą super-wolnych łącz w indyjskich kafejkach. to jest pierwszy film wspinaczkowy jaki zrobiłam. chłopcy próbują...


a tu jednemu się udało...
swoją drogą to był bardzo dobry dzień... już pod koniec mojego pobytu w hampi.

czwartek, 14 lutego 2008

hampi - last photos

poniżej na zdjęciach:
tak sie złożyło, że wśród wieśniaków znaleźli sie całkiem nieźli wspinacze - chodzą po palmach kokosowych jak małpy. aż zainteresował sie nimi niejaki alex jakiś tam... podobno jeden z superstrong climbers na świecie :) na zdjęciach poniżej za kamera. poza tym możecie zobaczyć rzeczy, które zostawiłam w hampi - wiszą na ogrodzeniu goan corner, kuchnie goan corner... ponieważ w mój ostatni dzień padał deszcz to wszyscy siedzieli, jedli, pili, grali w szachy i oglądali cudze i swoje zdjęcia. to właśnie u mnie widać. no i rzecz jasna - rzeka. ludzie w indiach żyją wokół rzek. pięknie żyją. ach...
moje opuszki palców powoli wracają do siebie, stawy palców chyba wzmocniły sie trochę, ale jak wrócę do krakowa... to znowu, wszystko od początku. przede mną jeszcze ponad miesiąc wakacji.






















wtorek, 12 lutego 2008

ostatni dzień w hampi

jeszcze trochę zdjęć tego co tu robimy, śniadanie w goan corner, wspinanie, ludzie trochę roślin...
mam wrażenie, ze tutejsze skały to taka pustynia prawie. jeśli tu już coś rośnie to straszne ma kolce. niezbyt sympatycznie...
dziś jadę do mumbaju. z yutaka. yutaka ma 28 lat w japoni zajmował sie obsługa klienta w zakresie jakiś rzeczy komputerowych, chciał zmienić swoje życie, wiec w sierpniu zapakował sie i pojechał. do japoni wróci w marcu. nie wie co będzie robił, gdzie będzie mieszkał.
ludzie, których tutaj poznaje, to albo zawodowi wspinacze, albo tacy, którzy wyrwali sie ze swojego kraju na perę miesięcy lub nawet rok by podróżować, poznawać świat... jest tutaj jedna para z austri [na zdjęciach poniżej], która to jeździ i wspina sie. wyjechali na rok. oboje są rok po studiach. wspinają sie i podróżują. maja line, crash pad, inny sprzęt do wspinaczki. ona wspina sie 6lat on 10. nieźle. wyjechali z austrii w czerwcu. tez prowadza bloga.
oprócz mnie i yutaki dziś jedzie tez jeden francuz - z nami do mumbaju, sonnie do swojej dziewczyny, która uczy sie jogi gdzieś obok bangalore, kristi jedzie z sonnie i zaczyna swoja naukę, ale jeszcze nie wie gdzie dokładnie.
dziś pada deszcz. pierwszy taki mój dzień od początku wakacji. chyba hampi płacze za mną... spędziłam tu naprawdę cudowny czas. może jeszcze kiedyś wrócę...
szkoda, że muszę jechać dalej. już skora na rekach sie wzmocniła, ja tez siły nabrałam i mogłabym chodzić po tutejszych głazach do ... ech... cóż... indie czekają. nie zobaczę wiele przez dwa tygodnie, a potem nepal.