ludzie listy piszą, a rower może służyć także za skrzynkę pocztową. nieoceniony jest w tym wypadku bagażnik. do przytrzymania listu mogą też służyć szprychy, koszyczki czy ciężkie zapięcie. bardzo miłe. - dzięki jaga ;-)
wstyd się przyznać, że dopiero teraz oddałam krew po raz drugi. po 2,5 roku!. niestety nie każdy i nie zawsze może oddać krew. wyjazdy w niektóre miejsca, choroby i inne przygody dyskwalifikują dawce czasowo lub stale.
tym razem przyszłam z koleżanką. spotkałyśmy się rano na spacerze z psami. powiedziałam gdzie się wybieram. zdecydowała się pojechać ze mną. obie przyjechałyśmy na rowerach. obie oddałyśmy krew i do domów na rowerach wróciłyśmy :-)
w centrum na rzeźniczej spotkałam jeszcze kolegę ze ścianki wspinaczkowej. było dość dużo ludzi. wcale się im nie dziwię.
panie pielęgniarki robiły na mnie wrażenie bardziej zrelaksowanych niż za pierwszym razem. poprzednio nie zemdlałam :-). sama też czułam się pewniej. również po oddaniu krwi - wypiłam litr owocowego soku, zjadłam obiad. czułam się trochę słabiej niż zwykle, ale w sumie dość dobrze.
oddałam krew jakieś dwa tygodnie temu. podobno nie ma to wpływu na wyniki sportowe. ja jednak dopiero teraz odzyskuję moja formę biegową, ale mogły mieć na to wpływ też inne czynniki [chociażby pogoda i trudności z doborem ubioru]. oddanie 450ml krwi jest na pewno czymś innym dla faceta, który waży powyżej 70kg i dla kobiety, która waży mniej niż 60. są jakieś powody, które nie pozwalają oddawać krwi zbyt często [kobiety raz na 3, mężczyźni raz na 2 miesiące].
świadomość, że mogę komuś uratować życie jest naprawdę bezcenna. nawet jeśli ten ktoś to złodziej i bandyta :-)
dziś dzień wolontariatu. oddanie krwi to chyba jakiś jego rodzaj. taki prosty dla zdrowego człowieka...
na zdjęciach powyżej: moja ręka, chłopak, który oddał krew już 12 razy. młoda dziewczyna - drugi raz. bardzo podobało mi się, kiedy wzięła w rękę tabliczkę czekolady i zaczęła ją jeść jak kanapkę :-)
mój ulubiony czas na bieganie zaczyna się późnym latem. poranny chłód, niskie słońce, ostre barwy...
świat o poranku wydaje się taki spokojny... jesień w tym roku sucha i długa. szkoda, że ten czas powoli się kończy. liście już spadły z drzew wszystkie. czas płynie...
kraków zajmuje mnie bardzo. poruszanie się po mieście głównie rowerem i spacery z psem dają możliwość bliższej percepcji miasta.
powoli uruchamiam drugi blog. wyłącznie o krakowie. o tym co mnie w nim boli i zachwyca :-)