piątek, 29 października 2010

powtarzalność

praca, praca, praca... widok drzew za oknem to moje wytchnienie. czasem musi wystarczyć. zarówno mi jak i ochydzie. liście już prawie opadły. odsłoniły komin bonarki i uliczne światła. łatwiej jest podglądać ptaki. pies na ich widok szaleje :-)
...czy ja czegoś podobnego już tu nie pisałam?? - nudne moje życie ostatnio - z wyjątkiem pracy nic się nie dzieje. na szczęście lubię moją pracę... :-)


czwartek, 28 października 2010

prześwietlenie

...
jesienne liście przepuszczają światło, którego jest coraz mniej o tej porze roku.
pies zabiera mnie na spacer, bym mogła im zrobić parę zdjęć.

From krk

piątek, 22 października 2010

żółte liście

zdjęcie poniżej kiepskie, zrobione moją komórką, która właśnie kwalifikuje się do wymiany, ale jeszcze nie wiem na co :-)
jesień cudna, światło niskie, odbite od żółtych liści. chodniki, trawniki - wszystko tonie w żółtych liściach, których jeszcze nikt nie zdążył posprzątać... jest magicznie... 
mocny wiatr - wkurza mnie, gdy wieje w moją, jadącą rowerem twarz - uwielbiam go. 
ostre, przejrzyste powietrze...
i pies, który powoli robi się coraz fajniejszy, coraz bardziej mojo-psi :-)

From ochyda

wtorek, 19 października 2010

rozwijaj się

rośliny w moim domu traktuję praktycznie. na parapecie rośnie rozmaryn. niebawem dołączy do niego tymianek. to moje ulubione. mało wymagają od ogrodnika, są pyszne w prawie każdej potrawie.

uwielbiam grzanki z chleba graham z serem białym z orzechami włoskimi i konfiturą truskawkową domowej roboty - do tego parę młodych listków rozmarynu, rozmaryn z cukinią... ech... rozmarzyłam się...

From okruchy
[czy już jestem robotem??]

wtorek, 12 października 2010

przyjaciel

ktoś czuwa by spać mógł ktoś... ta laska ma naprawdę dobrze... [a ja dużo pracy mam :]
From ochyda

środa, 6 października 2010

ona i on

psy w el chorro noszą niebieskie, suki czerwone obroże. proste i praktyczne. z daleka widać z kim masz do czynienia i jakie jest prawdopodobieństwo ewentualnej pyskówki. 

 spain


... w tamtym czasie nawet nie przypuszczałam, że coś takiego pojawi się w moim domu... życie bywa zaskakujące.   :-)

czwartek, 30 września 2010

filharmonia

wstyd się przyznać, ale ostatni raz byłam w filharmonii chyba jeszcze przed pożarem. nie znoszę tej sali. tutejsze koncerty uatrakcyjniane są przez wesołe odgłosy tramwajów przejeżdżających zwierzyniecką. tudzież, co najmniej równie wesołe grupki biegnące z knajpy do knajpy ze śpiewem na ustach:-)
zwierzyniecka w remoncie, tramwaje na innych szlakach. muzyka bardzo przyjemna. koncert emoll, chopina zagrany przez aexander'a kobrin'a wywarł na mnie dość duże wrażenie. dyrygent [michał klauza] też chyba niezły. do tego orkiestra akademii bethovenowskiej :-)
ok. nie znam się dobrze na muzyce, najważniejsze jednak, że bardzo mi się podobało. i tylko sam budynek filharmonii skurczył się chyba przez lata mojej w nim nieobecności.

poza tym:
nareszcie też zobaczyłam starych przyjaciół, takich, których to już długo za długo nie widziałam :-)

ach, i jeszcze scenografia! subtelna. lubię taką.

poniedziałek, 27 września 2010