piątek, 6 sierpnia 2010

uspokajająco

tak to czasem działa. przy okazji powstają jakieś ciuchy... po dwuletniej przerwie siadłam do mojej starej maszyny...

4 komentarze:

Anka pisze...

Kochana! Chyba mamy takie same maszyny, mnie moja jednak do nerwicy doprowadza, nie jestem stworzona do długofalowych inwestycji wymagających koncentracji, szybko się wnerwiam, jak trzecia igła mi się łamie... :) a może to ona po prostu za mną nie nadąża... :)

Iza pisze...

super, Anita, mnie szycie ogromnie relaksuje, co prawda jest na bardzo poczatkujacym poziomie ale liczy sie przeciez satysfakcja i radosc z dzialania. czekam na efekty i powodzenia.

Kam pisze...

i fajnie

anita pisze...

mam łucznika, na którym dawno, dawno temu moja mama szyła ubranka dla mnie.
też igły się łamią, na szczęście nie robi supełków, co jej się zdarzało.

cokolwiek próbuje uszyć, zawsze coś pruję. nie potrafię tak "od kopa". daleko mi do doskonałości, ale satysfakcja jest. zwłaszcza gdy ciągle lubię chodzić w rzeczach, które uszyłam wieki temu :-). w moich pierwszych spodniach chodzę już 10lat. są zrobione z super mocnego materiału - 100% plastik. jeszcze z czasów komuny :-)