niedziela, 26 kwietnia 2009

kolanowo

jakiś czas temu:
namawiałam koleżankę na bieganie; ona mi na to, że do biegania się nie nadaje, gdyż po kilku metrach łapie zadyszkę. czemu koleżanka nie łapie od razu za 5dych? 5dych to jest już coś. zabawne... jak koleżanka zacznie regularne treningi to zadyszka zniknie niezauważalnie i nie będzie już za co łapać. koleżanka będzie biedna, ale z kondycją.

dziś:
przeczytałam w gazecie o biegającym jacku fedorowiczu [70+]. bardzo budujące wieści.

w krakowie był sobie maraton.

start [i meta] w czymś takim to jedno z moich marzeń. zeszłego lata miałam nadzieję na warszawski, ale pogryzł mnie piesek. w styczniu odezwało się moje złamane w dzieciństwie kolano i nic z treningów.
od stycznia kolano boli mnie niemal nieprzerwanie. mimo to w ostatnim tygodniu spróbowałam pobiegać trochę znowu. jakieś 4km bólu. do wytrzymania, ale... najgorzej na drugi dzień. na szczęście mój zestaw ćwiczeń kolanowych działa trochę przeciwbólowo.
różne historie z moim kolanem towarzysza mi niemal całe życie. wypadek zdarzył się tak dawno temu, już nawet nie pamiętam, że miałam kiedyś zdrową nogę.

do biegania będę powoli i ostrożnie wracać. za bardzo to lubię, żeby tak łatwo odpuścić. mam nadzieje, że w lecie znów będę robić dziesięciokilometrowe trasy.


na zdjęciu wspomnienie z moich jesiennych biegów: ziemia pod stopami...

tutaj jest fajny blog o bieganiu. bardzo chciałabym znaleźć coś o biegach z awarią kolana :)
i jeszcze to.

Brak komentarzy: