wtorek, 25 sierpnia 2009

tatery

[czyli wspinanie w tatrach po raz pierwszy]

pobudka w środku nocy. autobus do zakopanego odchodzi z dworca o 5:35. ten wyjątkowo nie zatrzymuje się pod moim domem. na miejscu 30 minut spóźnienia. znajomi czekali. auto, nudny spacer do morskiego oka... potem, już milej nudny, pod mnicha. ściana w cieniu. bardzo zimno. palce zmarznięte. ciężko było przejść pierwsze 5m. nigdy wcześniej nie wspinałam się z plecakiem. zupełnie inny środek cięzkości. nie było lekko. plecak w połączeniu z kaskiem utrudniał ruchy głowy. przekopane... dałam radę. zdążyliśmy do schroniska chwilę przed zamknięciem kuchni :)



dzień drugi. tabor. długie śniadanie. rozmowy. panowie wytrwale tłumaczyli nam jakąś wariację dróg i zachęcali do wyprawy na kopę spadową. narysowali topo - podobno proste drogi. pod ścianę dotarliśmy koło południa. próbowaliśmy użyć naszej prywatnej mapki. bez powodzenia. chcąc-nie-chcąc zrobiliśmy 'skłodowski pachnie brzoskwinką'. na tą okazje kupię sobie chyba jakiś zapach brzoskwiniowy :P ta droga naprawdę bardzo mi się podobała. 120m prawie pionowo do góry. mam nadzieję, ze w przyszłym roku uda mi się poprowadzić coś takiego.
na razie ledwo dalam radę. w połowie drogi spadł mi mój atc-guide. miałam go przypietego w szpejarce na zakręcanym, ale nie zakręconym karabinku. opierając się o skałę otworzyłam karabinek i wypuściłam przyrząd. ten poleciał na dół i tyle go widziałam. musiał○am sobie radzić na półwyblince. dobrze, że pamiętałam o co chodzi z tym supełkiem.
fajnie, że po tym wszystkim zdążyłam jeszcze na ostatni autobus do krakowa, przy tej okazji pobiłam chyba rekord szybkości na drodze z morskiego oka.


ciągle nie mogę uwierzyć, że tam byłam i że ten mały punkt na zdjęciu to ja...

1 komentarz:

Ewa 伊娃 pisze...

No to dalas czadu ! haha, podziwiam szczerze !!!! Usciski !!!