czwartek, 24 stycznia 2008

bangalore

obeszłam miasto trochę. nie zgubiłam się. znalazłam biuro do wymiany czeków podróżnych. nie mogłam za to znaleźć dobrej mapy. wszystko co mam, to jakieś takie plany ogólne miasta, które są dalekie od konkretów. na dodatek ulice tutaj nie są opisane wcale. wiec jak chcę coś znaleźć to muszę pytać ludzi. ich angielski jest bardzo średni, nie miałam z czymś takim dotąd do czynienia, ale bardzo chcą pomoc... :)
nie podjęłam jeszcze decyzji co i jak dalej. zobaczę jak będę spala. może zostanę tu do poniedziałku... drogę do hampi podzielę chyba na dwie części. to 10godzin w autobusie... a może lepszy pociag? sama nie wiem. nocą jechać a rano szukać noclegu na miejscu? jechać w dzień i mieć coś na noc zarezerwowane - te rezerwacje maja drogie 20$ za noc, a tu płace 15, a może mogłabym jeszcze mniej.
zapomniałam poprzednio napisać, ze pierwszym obrazkiem jaki zobaczyłam po wyjściu z taksówki pod hotelem, były trzy krowy grzebiące w jakiś rozrzuconych śmieciach. jak wrócę stad do domu, to krakow będzie się wydawał singapurem...he he he. [wróciłam i tak mi się właśnie wydaje... chociaż kraków jest szczególny]

Brak komentarzy: